Wspomnienia Etty i Sylwiona: Dom Pod Wiązami - początek

Dawno temu, kiedy Sylwion był jeszcze młodym elfem o dłoniach spragnionych drewna i oczach pełnych marzeń, wyruszył w drogę, której celu nie znał nikt poza nim samym. Szukał miejsca. Miejsca na ich wspólny dom – jego i Etty.

Chodził całymi tygodniami. Przemierzał mroczne gęstwiny paproci, wspinał się na skaliste zbocza, gdzie wiatr wył jak ranny wilk, i zaglądał do dolin tak cichych, że słychać było bicie serca ziemi. Jednak za każdym razem coś było nie tak. Tu ziemia była zbyt twarda, by Etta mogła posadzić swoje zioła. Tam las był zbyt gęsty, by słońce mogło rano zajrzeć do okien. Sylwion czuł rosnące zmęczenie i lęk, że może takie idealne miejsce w ogóle nie istnieje. 
Pewnego ranka Sylwion wyszedł na jasną, rozległą polanę. Nie była to najspokojniejsza polana w Lesie – czasami smagały ją silne wiatry od strony gór, a trawa kłaniała się nisko pod naporem niewidzialnej siły. Jednak była duża, a słońce rozświetlało ją tak pięknie, że przystanął zachwycony jego światłem.
I wtedy je zobaczył.
Na przeciwległych brzegach polany, naprzeciw siebie, stały dwa niewielkie drzewka. Dwa młode wiązy. Wydawały się niesamowicie kruche i bezbronne pośród tej pustej przestrzeni, a jednak... stały. Choć wiatr targał ich wątłymi gałązkami, a deszcz pewnie nieraz przyginał je do samej ziemi, one nie pękały. Były w nich upór i odwaga, których Sylwion nie znalazł w żadnym potężnym dębie. Były kruche, ale biła od nich niezwykła siła. Sylwion poczuł, że to właśnie między nimi, pod ich przyszłą koroną, zmieści się ich wspólne życie.
- Patrzcie na nie - pomyślał, a w jego sercu po raz pierwszy od tygodni zapanował spokój. - Takie małe, a tak silne.
To tutaj - szepnął, dotykając delikatnej kory jednego z nich. - Wy zostaniecie naszymi filarami.
Zrozumiał wtedy, że dom to nie mury, które chronią przed światem, ale siła, by stać ramię w ramię, gdy wieją najsilniejsze wiatry. Postanowił, że to właśnie tutaj, między tymi dwoma wiązami, powstanie ich próg. Bo skoro te dwa małe drzewka dają sobie radę, to i on z Ettą zbudują tu życie, które przetrwa każdą burzę. 
Wrócił do niej tuż przed zachodem słońca, choć w jego oczach płonął blask, którego żadna noc nie byłaby w stanie zgasić. Nie musiał nic mówić. Gdy Etta zobaczyła w jego dłoni tę małą, dumną gałązkę wiązu, wiedziała już wszystko. Znaleźli swoje miejsce. Znaleźli fundament, na którym zbudują każde wspólne jutro.
Tak narodził się Dom pod Wiązami – miejsce, które zaczęło się od podziwu dla odwagi dwóch małych drzewek.
Dzisiaj, po wielu latach, te małe wiązy są potężnymi olbrzymami, które ramionami obejmują dach Domu pod Wiązami, chroniąc go przed każdą burzą. Stały się żywym dowodem na to, że dom zaczyna się tam, gdzie serce znajdzie odwagę, by zapuścić korzenie ramię w ramię z naturą.

Komentarze