Elfie długo patrzyła w stronę horyzontu, gdzie błękit wody mieszał się z ciemną zielenią odległych puszcz. List od Zefira sprawił, że brzeg morza, choć ukochany, nagle wydał jej się zbyt ciasny. Czuła, że zapach mchu na brzozowej korze był zaproszeniem, którego nie mogła zignorować.
- Pilnuj zatoki, szumie fal - szepnęła, wsuwając do torby najpiękniejsze, perłowe muszle jako prezenty - Ja muszę sprawdzić, skąd bierze się ta wiosna.
Podróż Elfie trwała wiele dni. Zostawiła za sobą słony piasek i krzyki mew, a ich miejsce powoli zajmował miękki dywan igliwia i miarowy stukot dzięciołów. Im głębiej wchodziła w ląd, tym turkus jej oczu wydawał się jaśniejszy na tle szmaragdowych paproci. Nie szukała ścieżek – po prostu szła w górę strumienia, wiedząc, że on doprowadzi ją do źródła wszystkich opowieści.
Pierwszego dnia w samym sercu Lasu Elfie oniemiała. Tutaj światło nie odbijało się od fal, ale tańczyło między konarami wiekowych dębów. Kiedy dotarła do krystalicznego potoku, o którym pisał Zefir, uklękła i zanurzyła w nim dłonie.
- Więc to tutaj zaczyna się moja zatoka - pomyślała ze wzruszeniem.
Nagle zza potężnego liścia łopianu wyjrzał ktoś malutki w czapeczce z mchu.
- Hej! Ty masz oczy jak nasze szafirowe portale! - pisnął Tuk, poprawiając kaftanik. - Jestem Tuk! A Ty jesteś wróżką?
Elfie zaśmiała się, a jej śmiech brzmiał jak delikatne dzwoneczki uderzające o szkło.
- Nie, Tuku. Jestem Elfie i przyszłam z miejsca, gdzie Twój strumień spotyka się z wiecznością. Czy zaprowadzisz mnie do Domu pod Wiązami?
Kiedy Tuk prowadził Elfie piaszczystą ścieżką w stronę Domu pod Wiązami, Zefir właśnie kończył doglądać młodych pędów leszczyny. Usłyszał znajomy głos Tuka – ten jego wysoki, podekscytowany pisk – ale to, co zobaczył chwilę później, sprawiło, że serce zabiło mu jak oszalałe.
Zza zakrętu wyszła ona. Miodowe włosy lśniły w słońcu, a jej oczy… rany, te oczy były dokładnie takie, jak kolor wody w zatoce, o której śnił. Elfie!
- Nie wierzę! - wykrzyknął Zefir, rzucając na bok ogrodowe narzędzia. - Więc jednak błękitna wstążka nie kłamała! Naprawdę tu jesteś!
Podbiegł do niej z taką energią, że aż Maciek, który drzemał na dachu, zerwał się do lotu z głośnym gruchaniem. Zefir chwycił dłonie Elfie i zaczął się kręcić w radosnym piruecie.
- Witaj w sercu Lasu, Elfie! - śmiał się, a jego łobuzerskie oczy lśniły bardziej niż kiedykolwiek. - Przysięgam, że szafiry Lioriel przy Twoim spojrzeniu to tylko zwykłe kamyki. Chodź szybko, Etta właśnie wyciąga placuszki, a Sylwion już pewnie wymyślił dziesięć żartów na Twoje powitanie!
I tak oto Elfka z Wybrzeża wkroczyła w świat, który do tej pory znała tylko z zapachu brzozowej kory. Gdy Etta zobaczyła ją na progu, od razu odłożyła wałek do ciasta, czując, że ta miodowowłosa dziewczyna przyniosła ze sobą obietnicę przygody, jakiej w Lesie nie było od lat.







Komentarze
Prześlij komentarz