Dzień Dziadka

 


Słońce leniwie przesiewało się przez płatki polnych dzwonków, gdy Miriol zapadła się w miękki, trawiasty dywan na skraju Srebrzystej Polany. 

Obserwowała niebo, a jej długie, szpiczaste uszka lekko drżały przy każdym powiewie wiatru.

Nad nią działy się czary. Niebieskie niebo było płótnem, po którym wiatr przesuwał puszyste, białe obłoki. 
Miriol przymrużyła oczy, próbując odgadnąć ich kształty.

– Ten wygląda jak wielki, cukrowy niedźwiedź – szepnęła do siebie, uśmiechając się. – A tamten... tamten przypomina stary dąb, który rośnie obok domu dziadka. 
I wtedy przypomniała sobie o najważniejszym: jutro jest Dzień Dziadka
Jej dziadek, Sylwion, miał już wszystko – słoje pełne gwiezdnego pyłu, kolekcję zasuszonych paproci i laskę z drewna jarzębiny. Co mogłaby mu podarować mała elfka, co nie zmieściłoby się w szafie, ale zmieściło w sercu?
Dzień był bardzo ciepły, więc po drodze do domu Miriol zatrzymała się nad leśnym strumieniem, żeby trochę się schłodzić.
Zamyśliła się, słuchając szemrzącej wody, gdy nagle zerwała się na równe nogi. Już wiedziała! 
Pobiegła nad leśny staw, którego brzegi były obrośnięte liśćmi łopianu. Chwilkę trwało, zanim znalazła najładniejszy liść.
Zerwała go, oczyściła go z grubych nerwów i lekko podsuszyła na ciepłym wietrze. Wnętrze wypełniła pachnącą mięta, która rosła tuż, tuż - dla pięknego zapachu. A potem całość zgrabnie zwinęła i zabezpieczyła kroplą żywicy sosnowej. Jeszcze tylko długie źdźbło mocnej trawy, i gotowe!
Następnego dnia Miriol aż promieniała – jej spiczaste uszka drżały z ekscytacji, gdy z dumnym uśmiechem podeszła do dziadka. Z okazji jego święta wyciągnęła przed siebie dłonie, w których spoczywało coś wyjątkowo imponującego.
– Wszystkiego najlepszego, dziadku! – wykrzyknęła, wręczając mu potężne „cygaro”.
Dziadek Sylwion spojrzał na prezent z całkowitym osłupieniem. Przybliżył znalezisko do oczu, uniósł brew i nagle zorientował się, co trzyma w dłoni. To nie był tytoń z Południowej Ćwiartki, lecz starannie zwinięty, ogromny, soczysty liść łopianu przewiązany źdźbłem trawy.
Przez chwilę panowała cisza, aż nagle dziadek wybuchnął gromkim śmiechem, który poruszył liście na okolicznych drzewach.
– Łopian! Miriol, ty mała spryciulo, tego się nie spodziewałem! – zawołał między radosnymi haustami powietrza. Odłożył „cygaro” na bok, porwał wnuczkę w ramiona i mocno ją uścisnął, kręcąc młyńca w powietrzu. – To najlepszy prezent, jaki mógł dostać stary elf!




Komentarze