Słońce powoli zanurzało się w zielonej gęstwinie, malując niebo odcieniami miodu i wrzosu, gdy Etta i Sylwion dotarli na szczyt Szarego Kła. Ta skalna półka, porośnięta miękkim jak aksamit porostem, była dla nich najwspanialszym balkonem świata – to stąd rozpościerał się widok na cały Las z Mchu i Paproci, który o tej porze wyglądał jak falujący, szmaragdowy ocean.
Sylwion, choć wiek dodał mu szlachetnych zmarszczek wokół oczu i srebrzystych nitek w brodzie, wciąż poruszał się z lekką, lisią gracją. Wyciągnął dłoń do Etty, pomagając jej pokonać ostatni stopień.
– Nic się nie zmieniło – szepnęła Etta, opierając głowę o jego ramię. – Drzewa są tylko wyższe, i starsze zupełnie jak my.
Sylwion uśmiechnął się, patrząc w punkt, gdzie Srebrzysty Strumień zakręcał gwałtownie na zachód. To właśnie tam, wiele dziesiątek lat temu, ich drogi splotły się na dobre.
– Pamiętasz, co mi wtedy powiedziałaś? – zapytał z figlarnym błyskiem w oku. – Staliśmy tam - pokazał w dół, na odległą ścieżkę - Ja próbowałem być romantyczny, recytowałem poemat o blasku księżyca w twoich oczach...
– ...a ja przerwałam ci w połowie zdania, bo zauważyłam, że stoisz prawą nogą w gnieździe wściekłych mrówek drzewnych – zaśmiała się Etta, a jej głos zabrzmiał jak dzwoneczki poruszane wiatrem.
– To był test mojej determinacji! – bronił się elf. – Mało kto potrafi oświadczyć się z taką godnością, gdy sto dwadzieścia mrówek próbuje mu właśnie zweryfikować plany na wieczór. Ale kiedy zapytałem, czy zostaniesz ze mną na zawsze, odpowiedziałaś tak szybko, że nawet nie zdążyłem się otrzepać.
– Bo wiedziałam, że skoro zniosłeś te mrówki dla jednej chwili ze mną, to zniesiesz też moją miłość do kolekcjonowania dziwnych korzeni i to, że zawsze podbieram ci najlepsze jagody z koszyka – odparła, ściskając jego dłoń.
Stali tak dłuższą chwilę w ciszy, chłonąc spokój Lasu z Mchu i Paproci. Wiedzieli, że każda ścieżka pod nimi, każdy szelest liści i każda paproć znają ich historię – historię, która zaczęła się od wielkiego uczucia i jednej bardzo niefortunnej przygody z mrówkami.
– Wiesz, Sylwionie – dodała po chwili – Nadal masz ten sam błysk w oku.
– A ty nadal podbierasz mi jagody – mruknął z udawanym wyrzutem, przyciągając ją bliżej do siebie. – I za nic na świecie bym tego nie zmienił.



Komentarze
Prześlij komentarz