Wspomnienia Etty i Sylwiona: pierwsze ognisko

Kiedy Auriela, Miriol, Etta i Sylwion spotkali się po południu, śnieg sypał gęstymi, puszystymi płatkami. Wszyscy powędrowali przez Las z Mchu i Paproci coraz bardziej otulony białą pierzyną, spod której wystawały jedynie ciemnozielone igły świerków. 


Mała Miriol, opatulona w wełniany szalik , podskakiwała radośnie, zapadając się w białym puchu.

– Patrzcie! Wyglądamy jak cukrowe figurki na torcie! – wołała, strzepując złociste loki. 
Ciocia Auriela, zawsze zapobiegliwa, wskazała na kilka sporych głazów na polanie:
– Tutaj, kochani. To będzie doskonałe miejsce na ognisko. Dziadku Sylwionie, zajmiesz się ogniem?
Sylwion, mimo sędziwego wieku, wciąż z tą samą lisią gracją, o której krążyły legendy, układał suchy chrust w misterny stożek. Wystarczyło jedno muśnięcie krzesiwa i kilka elfich słów szeptanych prosto w dym, by błękitny płomień radośnie wystrzelił w górę. 
Wkrótce nad żarem skwierczały pyszne kiełbaski, a zapach wędzonki i ziół mieszał się z mroźnym powietrzem.
Babcia Etta, siedząc na najniższym kamieniu i pilnując, by Miriol nie przypaliła swojej porcji, spojrzała na Sylwiona. Ogień odbijał się w jego oczach dokładnie tak samo, jak przed dekadami.
– Pamiętasz nasz pierwszy wspólny ogień w taką zimę, Sylwionie? – zapytała, owijając dłonie wokół kubka z gorącym naparem z dzikiej róży.
Dziadek zaśmiał się cicho, a srebrzyste nitki w jego brodzie zatańczyły w blasku płomieni.

– Jak mógłbym zapomnieć? To było zaraz po naszym ślubie. Chciałem zaimponować ci moją znajomością leśnego survivalu. Rozpaliłem ogień na samym środku zamarzniętego Jeziora Saren.
– I co się stało? – dopytywała Miriol z buzią pełną kiełbaski.
– Ach, maleńka – westchnęła Etta z rozmarzeniem. – Twój dziadek był tak zajęty opowiadaniem mi o tym, jak to elfy lodu potrafią wykrzesać iskrę z samej wiary, że nie zauważył jednego... lód pod ogniskiem zaczął topnieć. Zanim skończył recytować miłosny wiersz, nasze całe ognisko, wraz z kolacją, po prostu... zniknęło. Wpadło z głośnym sykiem do dziury w lodzie, prosto w objęcia zszokowanych ryb.
– Zostaliśmy w środku nocy, w samym środku zimy, bez ognia i z jednym suchym krakersem do podziału – dodał Sylwion, mrugając do wnuczki. – Ale Etta, zamiast się złościć, zaczęła się śmiać tak głośno, że aż sowy pobudziła. Powiedziała, że skoro potrafię „ugotować” jezioro, to z pewnością nigdy nie będziemy się nudzić.
– Ogrzewaliśmy się wtedy śmiechem – dokończyła Babcia, kładąc dłoń na kolanie męża. – Dopóki mamy siebie i odrobinę humoru, zawsze będzie nam ciepło.
Auriela uśmiechnęła się, dolewając wszystkim herbaty. Nad nimi szumiał Las.

Komentarze