– Etto, to są czary! Albo bezczelne złodziejstwo! – zagrzmiał Sylwion, wpatrując się w pustą półkę w spiżarni, gdzie jeszcze wczoraj pyszniły się trzy słoiki konfitury z jagód.
Etta uniosła brew, wycierając ręce w lnianą ściereczkę.
– Sylwionie, jedyne czary w tym domu to twoje znikanie, gdy trzeba pomyć gary. Jesteś pewien, że nie zjadłeś ich do nocnej herbaty?
– Przysięgam na moją ulubioną fajkę! – oburzył się elf, gładząc siwą brodę. – To na pewno ten rudy spryciarz, lisek Jantar. Widziałem, jak kręcił się rano przy oknie. Wyczuł aromat leśnych owoców i pewnie wślizgnął się przez lufcik!
Następnej nocy Sylwion postanowił urządzić zasadzkę. Uzbrojony w poduszkę i starą siatkę na ryby, usadowił się w kącie spiżarni.
– Złapię cię, ty rudy łakomczuchu – mruczał pod nosem, aż w końcu powieki stały się ciężkie jak młyńskie kamienie, a on sam odpłynął w krainę snów.
W samym środku nocy Etta, zwabiona dziwnymi dźwiękami dochodzącymi ze spiżarni, zeszła na dół ze świecą w dłoni. Spodziewała się zastać tam lisa, ale widok, który ujrzała, niemal wybił ją z pantofli.
Wąskie drzwi spiżarni były otwarte na oścież. W środku, na małym zydelku, siedział Sylwion. Miał zamknięte oczy, a na głowie przekrzywioną szlafmycę.
Z namaszczeniem nabierał palcem fioletową masę z ostatniego słoika, po czym oblizywał się z błogim wyrazem twarzy.
– Szczypta blasku, smaku moc, jagód dziś magiczna noc... – mruczał rytmicznie, wykonując nad konfiturą koliste ruchy wolną ręką. – Niechaj język tańczy żwawo, słodka radość, wielkie brawo!
Etta oparła się o futrynę, tłumiąc śmiech.
– Zaklęcia smaku, powiadasz? – szepnęła.
– Zaklęcia smaku, powiadasz? – szepnęła.
Dziadek Sylwion, wciąż pogrążony w głębokim śnie, wstał, starannie zakręcił pusty słoik, odstawił go na miejsce i tanecznym krokiem, omijając skrzypiące deski z gracją godną baletmistrza, wrócił do swojego fotela.
Rano Sylwion obudził się z triumfalną miną, choć z kącika ust zwisała mu podejrzana, fioletowa plamka.
– Etto! Jantar to prawdziwy mistrz! – zawołał, zaglądając do spiżarni. – Znowu pusto! I wyobraź sobie, ten bezczelny zwierzak musiał mnie zahipnotyzować, bo nic nie słyszałem!
Etta postawiła przed nim lustro i słoik z resztką jagodowego osadu.
– Cóż, Sylwionie, lisek faktycznie jest mistrzem, ale to ty jesteś głównym wykonawcą „konfiturowego baletu”. Twoje „bezpieczeństwo” może i jest trzecim imieniem, ale „nocny łasuch” zdecydowanie wysuwa się na prowadzenie.
Sylwion spojrzał w lustro, potem na swoje fioletowe palce i zaśmiał się tak głośno, że aż zbudził śpiącego na ganku Jantara.
– No cóż... – mruknął, oblizując wąsa. – Przynajmniej teraz mam pewność, że moje zaklęcia smaku działają. Nawet ja sam nie mogłem im się oprzeć!




Komentarze
Prześlij komentarz