Srebrzysty strumień huczał dziś głośniej niż zwykle, jakby chciał przekrzyczeć Sylwiona, który właśnie próbował zachować powagę. Stał na samym środku wielkiego, obrośniętego szmaragdowym mchem głazu, żartując i balansując kosturem niczym linoskoczek.
– Etto, podaj mi dłoń! – zawołał – Tylko ostrożnie, bo ten kamień jest śliski jak masło, które wczoraj zostawiłaś na słońcu!
Etta parsknęła śmiechem, podwijając wysoko spódnicę koloru szałwii. Jej bose stopy pewnie odnajdywały oparcie w chłodnej wodzie.
– Moje masło przynajmniej nie próbuje udawać mędrca, Sylwionie! Pamiętasz, jak prawie sto wiosen temu obiecałeś mi, że zbudujesz tu most? Wciąż czekam, a moje palce u nóg z chłodu robią się coraz bardziej niebieskie!
Sylwion wyszczerzył zęby w radosnym uśmiechu, wyciągając do niej silną, spracowaną dłoń. Gdy tylko ich palce się splotły, poczuli to samo znajome ciepło, które towarzyszyło im od pierwszej wspólnej jagody zjedzonej w tym lesie.
– Most? – Sylwion udał głębokie zdziwienie, mrużąc oczy, w których tańczyły wesołe ogniki. – Przecież mówiłem wtedy wyraźnie: „Zbuduję most, gdy tylko nauczysz się robić pierogi, które nie będą twarde jak te otoczaki w strumieniu!”. Jak widzisz, wciąż brodzimy w wodzie.
Etta pociągnęła go mocno za rękę, sprawiając, że sędziwy elf o mało nie stracił równowagi.
– Ty stary lisie! – zaśmiała się, opierając czoło o jego ramię, gdy oboje stanęli już bezpiecznie na drugim brzegu. – Moje pierogi są idealne, to twoje zęby robią się coraz bardziej „drewniane”.
Sylwion objął ją ramieniem, a zapach jego tytoniu i mchu otulił ich oboje. Przez chwilę stali tak w milczeniu, patrząc na migoczącą wodę.
– Wiesz, Etto... – zaczął już poważniej, gładząc ją po dłoni. – Czasem myślę, że gdybyśmy mieli ten most, nigdy nie miałbym pretekstu, żeby tak mocno trzymać cię za rękę na środku rzeki.
Etta spojrzała na niego z czułością, wycierając kroplę wody z jego policzka.
– No dobrze, daruję ci ten most – szepnęła. – Ale za karę to ty niesiesz dzisiaj kosz z mokrym praniem.
– No dobrze, daruję ci ten most – szepnęła. – Ale za karę to ty niesiesz dzisiaj kosz z mokrym praniem.
Sylwion westchnął ciężko, ale w jego oczach wciąż tlił się ten sam radosny blask, który Etta pokochała wieki temu. Ruszyli w stronę swojego domu z dachem z mchu, przekomarzając się przez całą drogę, a las wokół nich zdawał się uśmiechać do ich wspólnych wspomnień.







Komentarze
Prześlij komentarz