Ławka pod niedźwiedzim kuprem

Wiosenne słońce przygrzewało naprawdę mocno na polanie przed Domem pod Wiązami, więc Sylwion uznał ten dzień za idealny na „wielkie odświeżanie”. 

Z dumą wyciągnął puszkę farby w kolorze letniego nieba, którą Ambroży Pukawka sprowadził mu aż z Wybrzeża (twierdząc przy tym, że barwnik zrobiono z rzadkich, morskich minerałów, choć Sylwion podejrzewał, że to po prostu jagody z dużą ilością kredy).

Gwizdał pod nosem melodię o wesołym drwalu, nakładając błękit na deski starej, dębowej ławki. 
– No, moja droga – mruknął do ławki, ocierając czoło – teraz będziesz wyglądać tak godnie, że nawet sędziwy Thalendir nie powstydziłby się na tobie spocząć.
Właśnie wtedy z gęstwiny wyłonił się Baryłka. Młody niedźwiadek był tego dnia wyjątkowo zaabsorbowany. Abeja obiecała mu plaster miodu, pod warunkiem, że znajdzie odpowiednio suchą korę do podkurzacza, więc Baryłka szedł z nosem przy samej ziemi, mrucząc coś pod nosem o „pszczelich humorach”. 
Sylwion, akurat pochylony nad puszką, nie zauważył nadchodzącego puchatego gościa. Baryłka natomiast, poczuwszy nagłe zmęczenie i widząc przed sobą znajomy kształt ławki, nie tracąc czasu na zbędne analizy, po prostu... usiadł.
– Chlap! – mlasnęła mokra farba.
Sylwion zamarł w połowie ruchu, po czym wrzasnął, upuszczając pędzel – Baryłka! Na wszystkie jagody świata!
Niedźwiadek podskoczył jak oparzony, ale było już za późno. Na świeżo pomalowanej ławce widniało teraz wielkie odbicie niedźwiedziego zadka, a zadek i plecy Baryłki lśniły intensywnym, morskim błękitem.
– Ojej... – mruknął Baryłka, próbując wykręcić szyję, by obejrzeć szkody. – Sylwionie, ta ławka... ona mnie ugryzła. I to na mokro!
– Nie ugryzła, tylko ozdobiła! – załamał ręce Sylwion, choć kąciki ust już zaczynały mu drgać – Wyglądasz teraz, jakbyś usiadł na samym środku nieba! Co ja teraz pocznę z tą ławką? Miała być elegancka!
Wtedy z kuchni wyszła Etta, trzymając w ręku lnianą ściereczkę. Spojrzała na błękitnego niedźwiedzia, potem na „stemplowaną” ławkę i wybuchnęła perlistym śmiechem.
– Sylwionie, nie narzekaj! – zawołała, podchodząc do nich. – Przecież to najpiękniejszy wzór, jaki mogłeś wymyślić. „Ławka pod Niedźwiedzim Kuprem”. Nikt w całym Lesie z Mchu i Paproci nie będzie miał takiej samej!
Baryłka, widząc uśmiech Etty, przestał się martwić.
– Czyli... jestem teraz dziełem sztuki? – zapytał z nadzieją w głosie.
– Prawdziwym unikatem, Baryłko – podsumował Sylwion, kręcąc głową i sięgając po ściereczkę, by uratować choć resztę niedźwiedziej godności. – Ale od dzisiaj, zanim usiądziesz, sprawdź najpierw to, na czym siadasz!
Tego popołudnia pod Domem pod Wiązami długo jeszcze rozbrzmiewał śmiech, a błękitne ślady łap Baryłki na ścieżce przypominały wszystkim, że w tym lesie nawet mała katastrofa może stać się powodem do wspólnej radości.

Etta szybko poradziła sobie znanymi sposobami z farbą na futrze niedźwiadka, a Sylwion sprawnie zamalował ślad Baryłkowego zadka.

Komentarze