W kuchni „Domu pod Wiązami” syczało masło, a Sylwion przestępował z nogi na nogę, jakby pod jego stopami palił się mech.
— Etto, litości! Ten zapach niesie się aż do nory starego borsuka. Zaraz będziemy mieli tu kolejkę gości, a ja nie zamierzam się dzielić! — mruknął, łakomie spoglądając na patelnię.
Etta, nie wzruszona jego narzekaniem, zręcznie zsunęła na deskę potężną pajdę chleba.
— Cierpliwości, stary marudo. Celebrowanie zaczyna się od czekania.
Jak powstała ta leśna grzanka?
- Baza: Gruby plaster chleba na zakwasie, skropiony mlekiem, zrumieniony na maśle, aż na zewnątrz stał się twardy i chrupiący jak kora dębu, a w środku delikatny i mięciutki.
- Serce: Garść kurek i maślaków, wrzucona na gorące masło z posiekanym czosnkiem i gałązką macierzanki. Smażone krótko, by zostały jędrne. Szczypta soli i pieprzu dla smaku.
- Korona: Jajko sadzone usmażone na maśle, z płynnym, pomarańczowym środkiem, oprószone solą i szczypiorkiem.
Sylwion dopadł do stołu, niemal wyrywając jej nóż z ręki.
— No, to jest konkret! Żółtko płynie jak strumyk po deszczu, a grzyby pachną tak, że aż chce się śpiewać!
— Uważaj na brodę, Sylwionie — ostrzegła Etta, dolewając mu naparu z ziół. — Ostatnio po takim śniadaniu Rudzik próbował uwić sobie gniazdo w twoich wąsach, bo pachniały masłem.
— Niech próbuje! — zaśmiał się Sylwion, wgryzając się w chrupiącą pajdę. — Za taką grzankę oddałbym mu nawet swoje ulubione miejsce na drzemkę pod wiązem. Ale tylko na jedną godzinę!
Siedzieli przez chwilę w ciszy, przerywanej tylko chrupaniem chleba. Bo w lesie, jak mówił Sylwion, dobre śniadanie to najlepsze zaklęcie na udany dzień. 🌿✨


Komentarze
Prześlij komentarz