Wiosenny spacer

Słońce ledwo zdążyło przeczesać korony starych dębów, gdy Elora wystawiła nos za próg. Ale to nie ona była dziś najbardziej niecierpliwa. Mały Leo, wciśnięty w miękki, wełniany kaftanik, wiercił się w jej ramionach, wyciągając rączki w stronę migoczącej polany.

— A-tu! Bu! — zawołał, wskazując paluszkiem na las, który w tej samej chwili odpowiedział mu radosnym drżeniem tysięcy młodych liści i złotym mrugnięciem słońca, jakby stare dęby tylko czekały na ten jeden, mały gest powitania.
Leo, choć dopiero co nauczył się stabilnie stawiać kroki, w Lesie czuł się jak u siebie. Elora postawiła go na mchu, a chłopczyk natychmiast kucnął, niemal dotykając noskiem białych płatków. Jego bursztynowe oczy rozszerzyły się z zachwytu.
— Kwiatki cieszą? — zapytał po swojemu, przyglądając się zamkniętym jeszcze kielichom.
— Tak, cieszą się wiosną, kochanie — szepnęła Elora, poprawiając mu złote, niesforne kosmyki.
Nagle z kępy paproci wychylił się długi, rudy nos. To był lisek Jantar, który nie wytrzymał i musiał sprawdzić, kto zakłóca poranną ciszę. Leo, zobaczywszy znajomego zwierzaka zaśmiał się perliście.
Lisek podskoczył, merdając na powitanie, i zaczął zataczać kręgi wokół małego elfa, zachęcając go do zabawy.
Spacer nie był długi – dla nóżek małego Leo przejście dziesięciu metrów między paprociami to jak wyprawa na koniec świata. Każdy kamyk był skarbem, każdy kwiatek był wart głaskania małą rączką.
Kiedy Elora z Leo dotarli do Domu pod Wiązami, Etta już czekała na progu z kubkiem ciepłego mleka i kawałkiem miodowego ciasta. Obok stał Sylwion -  mrużąc oczy przed słońcem, zawołał z oddali:
— No, młody panie Holimion! Widzę, że przegląd wojsk zrobiony. Las zaakceptował nowego dowódcę?
Leo pokiwał energicznie głową i wyciągnął rączkę w stronę lasu.
— Jeszcze! — oznajmił stanowczo.
Bo w Lesie z Mchu i Paproci wiosna to dopiero początek największej przygody.

Komentarze