Zrozumieć świat - bajka o misiu i odkrywaniu świata

Wszystko zaczęło się od tego, że miś Baryłka uznał poranek za idealny moment na dorosłość. Owszem, jego łapy wciąż były trochę za grube w stosunku do reszty ciała, a kiedy próbował biec szybciej, gubił rytm i wtedy sapał jak dziurawy miech kowalski, ale w swojej głowie był już potężnym niedźwiedziem. 


Mama wciąż spała w jaskini, zwinięta w wielką, pachnącą mchem kulę. On tymczasem, starając się stawiać kroki tak ciężko, jak to tylko możliwe, ruszył na podbój świata.

Jego celem było Wzgórze Trzech Dębów. Z poziomu leśnego runa, gdzie spędził całe swoje dotychczasowe życie, świat wydawał się prosty. Najwyższym punktem odniesienia były pnie drzew, na które wspinał się czasami, szukając dzikich barci.  
Baryłka piął się w górę, sapiąc i drapiąc pazurami kamienie. Czuł dumę. Każdy zdobyty metr utwierdzał go w przekonaniu, że ten las należy do niego.
A potem stanął na samym szczycie. I nagle cała ta młodzieńcza pewność siebie wyparowała.
Aż klapnął ciężko na zad.
Przed jego oczami otworzyła się przestrzeń, jakiej nie potrafił sobie nawet wyobrazić. Zielone morze koron drzew ciągnęło się po horyzont, falując łagodnie na wietrze. Świerki, które na dole wydawały się gigantami, stąd wyglądały jak małe szpilki powtykane w ziemię. Ogromna puszcza rozlewała się w nieskończoność – majestatyczna, potężna i zupełnie obojętna na małego, puchatego niedźwiadka stojącego na skale.
Baryłka skurczył się w sobie. Zrozumiał, że jego wielkie plany i cała ta „dorosłość” nic nie znaczą. Poczuł się mały, zagubiony i samotny w tym ogromie. Tam, na dole, był kimś. Tutaj stał się znowu małym Baryłką.
Cichy szelest za plecami sprawił, że drgnął. Obok niego usiadła matka. Nie fuknęła, że uciekł. Po prostu zniżyła swoją wielką głowę i szturchnęła go nosem w chłodne ucho, zostawiając na jego futrze ciepły, bezpieczny zapach domu.
Przez dłuższą chwilę patrzyli na las razem.
– Przeraża cię to? – mruknęła cicho, a jej głęboki głos zawibrował w piersi małego niedźwiedzia.
Baryłka tylko skinął łebkiem. 
– To dobrze – stara niedźwiedzica nawet nie odwróciła wzroku od horyzontu. – Strach oznacza, że zaczynasz rozumieć las. Każdy z nas, nawet największy żubr czy najstarszy dąb, to tylko kawałek tego wszystkiego. I nie musisz być większy niż jesteś.
Baryłka spojrzał na nią swoimi czarnymi, bystrymi oczkami.
– Twoje miejsce jest tam, na dole, na ziemi, wśród paproci. Tam rośniesz. Ale czasem trzeba stanąć wyżej, żeby w ogóle zobaczyć, gdzie się żyje.
Baryłka wtulił się mocno w jej ciepły, szeroki bok. Strach nie zniknął zupełnie, ale zmienił się w coś innego – w głęboki podziw. Świat przestał być wrogi. Stał się domem, w którym on, mały niedźwiadek z grubymi łapami, miał swoje własne miejsce.

Prześlij komentarz

0 Komentarze