Słodkie popołudnie

Majowe popołudnie zalało Złotą Pasiekę niesamowicie ciepłym, krystalicznie czystym blaskiem słońca. W powietrzu unosił się intensywny, niemal lepki zapach nektaru z dzikiego bzu i kwitnącego jaśminu. 

Abeja, w lekkiej sukience i ze słomkowym kapeluszem lekko zsuniętym na kark, stała przy dużym, drewnianym ulu, z wielkim spokojem doglądając leśnych pszczół.

Tuż obok niej, w trawie, siedział miś Baryłka. Wpatrywał się z zapartym tchem w wielki, gliniany kociołek, do którego z drewnianej rynny powoli spływał gęsty, lśniący w słońcu złoty miód.

– Baryłeczko, ani mi się waż wkładać tam całego nosa – upomniała go z rozbawieniem Abeja, nie odwracając wzroku od plastra miodu. – Dopiero co wykąpałam cię w strumieniu po tym twoim ostatnim błotnym fikołku!

Niedźwiadek uroczo, cichutko mruknął, zatrząsł puszystym kuperkiem i przestąpił z łapki na łapkę. Aby odwrócić uwagę Abeji, podniósł z mchu małą gałązkę jaśminu i zaczął uroczo trącać nią własny nos, kichając przy tym śmiesznie.

Abeja parsknęła głośnym, radosnym chichotem. Odłożyła narzędzia, podeszła do kociołka i zanurzyła w gęstym złocie małą drewnianą szpatułkę. Wyciągnęła ją, pozwalając, by błyszcząca kropelka zawisła w powietrzu.
– Sprawdź sam, łakomczuchu – uśmiechnęła się ciepło Mistrzyni Pasieki.
Baryłka natychmiast zadarł puszysty pyszczek do góry, a jego czarne oczka zabłysły z czystego zachwytu. Z wielkim zaangażowaniem zaczął oblizywać szpatułkę, mrucząc jak najszczęśliwszy niedźwiadek na całym świecie.
Abeja pogłaskała go czule między uszami, patrząc na jego umazany złotem nosek. Pod dębowymi koronami, w bezpiecznym i pełnym miłości boru, popołudnie mijało leniwie i niesamowicie słodko.

Prześlij komentarz

0 Komentarze