Gościnnie Autorka: Danutka Nutka
Ściany domu były splecione z drewna, mchu i bluszczu, a przez okna wpadały promienie słońca, niosąc ze sobą zapach żywicy, ziół i leśnych kwiatów. Sowa siedziała na gałęzi za oknem obserwując wszystko uważnie.
Spośród wszystkich zakątków swojego domu Lioriel najbardziej kochała biblioteczkę.
Mówiła, że jest to portal, którego otwarcia nie potrzebuje dźwięków fletu
Wystarczyło otworzyć książkę.
Drewniane półki uginały się pod ciężarem opowieści zbieranych przez wiele lat. Stały na nich stare podania przekazywane przez pokolenia elfów, księgi pełne legend o duchach lasu, receptury na eliksiry z żywic, ziół i leśnych kwiatów oraz powieści przywiezione przez wędrowców z odległych krain. Każda książka miała własny zapach i własną historię. Jedne pachniały suszonymi ziołami, inne żywicą, a najstarsze przypominały zapach starego drewna i czasu.

W samym rogu biblioteczki stał duży, miękki fotel, w którym dziewczyna mogła spędzać całe wieczory. Obok niego znajdował się niewielki drewniany stolik z płonącą świecą. Jej ciepłe światło tańczyło po grzbietach książek, a pod stopami rozciągał się miękki dywan utkany z owczej wełny. To właśnie tam, gdy za oknem szumiały liście starego dębu, czuła się najbardziej szczęśliwa.
Jednak spośród wszystkich książek jedna była dla niej najcenniejsza.
Nie napisał jej żaden pisarz. Tworzyła ją sama. Każdego wieczoru, zanim zgasiła świecę, otwierała gruby pamiętnik o zielonej okładce i zapisywała wszystko, co wydarzyło się tego dnia.
Nie tylko wielkie przygody.
Pisała o rozmowie z młodą brzozą, o lisie, który odprowadził ją do leśnej ścieżki, o nowym zapachu ziół po deszczu, o śmiechu Earyna i o melodiach, których nauczył ją wiatr.
Wierzyła, że każdy dzień jest wyjątkową opowieścią.
I że żaden dzień nie powinien odejść w zapomnienie.
Każdą stronę ozdabiała z niezwykłą starannością. Wklejała zasuszone kwiaty, kolorowe liście, źdźbła traw i maleńkie paprocie. Obok rysowała odręcznie ptaki, motyle, grzyby oraz miejsca, które odwiedziła. Czasem między kartkami ukrywała płatek kwiatu lub nasionko, aby po latach książka wciąż pachniała lasem.
Lioriel miała jeszcze jeden piękny zwyczaj. Gdy wydarzyło się coś szczególnie niezwykłego, często czekała z zapisaniem tego do wieczora, aż odwiedzi ją jej najlepsza przyjaciółka, Abeja.

Siadały razem przy kominku z kubkami ciepłego naparu z leśnych ziół. Lioriel opowiadała o swoich przygodach, a Abeja słuchała z uśmiechem. Czasem śmiała się z zabawnych wydarzeń, a czasem zadawała pytania, na które dziewczyna sama wcześniej nie wpadła.
– A co powiedziało stare drzewo, gdy otworzyłaś portal? – pytała.
– Czy wilk się bał, czy tylko udawał groźnego?
– Jak pachniały kwiaty w tamtym ogrodzie?
Dzięki tym rozmowom Lioriel przypominała sobie drobne szczegóły, których nie chciała utracić. Dopiero wtedy sięgała po pióro.
– Wspomnienia są jak kwiaty – powiedziała kiedyś Abeji. – Rozkwitają jeszcze piękniej, gdy możemy się nimi z kimś podzielić.
Pewnego wieczoru odwiedził ją także Earyn.
Spojrzał na półki pełne książek i uśmiechnął się.

– Czy przeczytałaś je wszystkie?
Lioriel roześmiała się cicho.
– Nie. I mam nadzieję, że nigdy ich wszystkich nie przeczytam.
– Dlaczego?
– Bo dopóki czeka na mnie choć jedna nieodkryta historia, zawsze będę miała dokąd wyruszyć.
Earyn skinął głową.
– To dlatego mówisz, że biblioteczka jest portalem?
– Tak. Jedne portale otwieram brzozowym fletem. A inne otwieram, przewracając kolejną stronę książki.
Za oknem zaszumiał stary dąb, jakby zgadzał się z jej słowami.
Lioriel dopisała jeszcze kilka zdań do swojego pamiętnika. Na końcu strony przykleiła maleńki listek paproci i narysowała dąb, w którym mieścił się jej dom.
Delikatnie zamknęła książkę.
– Dziękuję za dzisiejszy dzień – wyszeptała.
Płomień świecy zatańczył, a wiatr cicho poruszył gałęziami.
W tej chwili biblioteczka znów stała się portalem.
Nie prowadziła do odległych krain ani ukrytych światów.
Prowadziła do wspomnień, marzeń i opowieści, które przypominają, że najpiękniejsze podróże zaczynają się od otwarcia serca… i pierwszej strony książki.
Mówiła, że jest to portal, którego otwarcia nie potrzebuje dźwięków fletu
Wystarczyło otworzyć książkę.
Drewniane półki uginały się pod ciężarem opowieści zbieranych przez wiele lat. Stały na nich stare podania przekazywane przez pokolenia elfów, księgi pełne legend o duchach lasu, receptury na eliksiry z żywic, ziół i leśnych kwiatów oraz powieści przywiezione przez wędrowców z odległych krain. Każda książka miała własny zapach i własną historię. Jedne pachniały suszonymi ziołami, inne żywicą, a najstarsze przypominały zapach starego drewna i czasu.

W samym rogu biblioteczki stał duży, miękki fotel, w którym dziewczyna mogła spędzać całe wieczory. Obok niego znajdował się niewielki drewniany stolik z płonącą świecą. Jej ciepłe światło tańczyło po grzbietach książek, a pod stopami rozciągał się miękki dywan utkany z owczej wełny. To właśnie tam, gdy za oknem szumiały liście starego dębu, czuła się najbardziej szczęśliwa.
Jednak spośród wszystkich książek jedna była dla niej najcenniejsza.
Nie napisał jej żaden pisarz. Tworzyła ją sama. Każdego wieczoru, zanim zgasiła świecę, otwierała gruby pamiętnik o zielonej okładce i zapisywała wszystko, co wydarzyło się tego dnia.
Nie tylko wielkie przygody.
Pisała o rozmowie z młodą brzozą, o lisie, który odprowadził ją do leśnej ścieżki, o nowym zapachu ziół po deszczu, o śmiechu Earyna i o melodiach, których nauczył ją wiatr.
Wierzyła, że każdy dzień jest wyjątkową opowieścią.
I że żaden dzień nie powinien odejść w zapomnienie.
Każdą stronę ozdabiała z niezwykłą starannością. Wklejała zasuszone kwiaty, kolorowe liście, źdźbła traw i maleńkie paprocie. Obok rysowała odręcznie ptaki, motyle, grzyby oraz miejsca, które odwiedziła. Czasem między kartkami ukrywała płatek kwiatu lub nasionko, aby po latach książka wciąż pachniała lasem.
Lioriel miała jeszcze jeden piękny zwyczaj. Gdy wydarzyło się coś szczególnie niezwykłego, często czekała z zapisaniem tego do wieczora, aż odwiedzi ją jej najlepsza przyjaciółka, Abeja.

Siadały razem przy kominku z kubkami ciepłego naparu z leśnych ziół. Lioriel opowiadała o swoich przygodach, a Abeja słuchała z uśmiechem. Czasem śmiała się z zabawnych wydarzeń, a czasem zadawała pytania, na które dziewczyna sama wcześniej nie wpadła.
– A co powiedziało stare drzewo, gdy otworzyłaś portal? – pytała.
– Czy wilk się bał, czy tylko udawał groźnego?
– Jak pachniały kwiaty w tamtym ogrodzie?
Dzięki tym rozmowom Lioriel przypominała sobie drobne szczegóły, których nie chciała utracić. Dopiero wtedy sięgała po pióro.
– Wspomnienia są jak kwiaty – powiedziała kiedyś Abeji. – Rozkwitają jeszcze piękniej, gdy możemy się nimi z kimś podzielić.
Pewnego wieczoru odwiedził ją także Earyn.
Spojrzał na półki pełne książek i uśmiechnął się.

– Czy przeczytałaś je wszystkie?
Lioriel roześmiała się cicho.
– Nie. I mam nadzieję, że nigdy ich wszystkich nie przeczytam.
– Dlaczego?
– Bo dopóki czeka na mnie choć jedna nieodkryta historia, zawsze będę miała dokąd wyruszyć.
Earyn skinął głową.
– To dlatego mówisz, że biblioteczka jest portalem?
– Tak. Jedne portale otwieram brzozowym fletem. A inne otwieram, przewracając kolejną stronę książki.
Za oknem zaszumiał stary dąb, jakby zgadzał się z jej słowami.
Lioriel dopisała jeszcze kilka zdań do swojego pamiętnika. Na końcu strony przykleiła maleńki listek paproci i narysowała dąb, w którym mieścił się jej dom.
Delikatnie zamknęła książkę.
– Dziękuję za dzisiejszy dzień – wyszeptała.
Płomień świecy zatańczył, a wiatr cicho poruszył gałęziami.
W tej chwili biblioteczka znów stała się portalem.
Nie prowadziła do odległych krain ani ukrytych światów.
Prowadziła do wspomnień, marzeń i opowieści, które przypominają, że najpiękniejsze podróże zaczynają się od otwarcia serca… i pierwszej strony książki.
🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿
🏡 LEŚNA POCZTA: DOŁĄCZ DO NASZEJ RODZINY! 💌
Jeśli chcesz co tydzień otrzymywać jeden list z informacjami o nowych opowieściach, kliknij w poniższy link i dopisz swój e-mail:
👉 Kliknij i zapisz się na nasz newsletter: TUTAJ
0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️