Cisza po nawałnicy

Parne, lipcowe popołudnie powoli przechodziło w chłodny wieczór. Nad Złotą Pasieką unosił się ciężki zapach ozonu i parującej po burzy żywicy. Nawałnica, która przetoczyła się nad podgórskimi łąkami, zostawiła po sobie zniszczenia – wysuszony modrzew na skraju polany nie wytrzymał naporu wiatru. Pękł tuż nad ziemią i runął z trzaskiem prosto na pasiekę, miażdżąc jeden z uli.

Abeja stała nad rozłupanym wiązowym korpusem, bezradnie wycierając wierzchem dłoni łzy. Rój na szczęście przeżył, ale setki owadów krążyły teraz nad gruzowiskiem, tworząc gęstą, wściekle bzyczącą chmurę. Były zdezorientowane i agresywne, a noc w górach zapowiadała się zimna. Bez ochrony przed magią nocnego chłodu, robotnice nie dożyłyby rana.
Zza rzadkich buków wyłonił się Sylwion. Starszy gajowy dowiedział się o nieszczęściu od drwali i od razu rzucił robotę w młodniku. Szedł niespiesznie, niosąc na ramieniu ciężką, dębową skrzynię, w której trzymał stare, elfickie narzędzia.
– Nie płacz, mała – odezwał się, a jego niski, szorstki głos momentalnie ją uspokoił. Położył wielką, stwardniałą od żywicy dłoń na jej ramieniu. – Drzewo było stare, jego pieśń dobiegła końca. Przyniosłem parę desek z pradawnego wiązu, które schły w mojej chacie od zeszłorocznych zbiorów. Zbijemy im nowy dom, zanim gwiazdy wejdą w pełny zenit.
Przez następne godziny na polanie słychać było tylko miarowy stukot młotka i zgrzyt piły. Sylwion pracował bez pośpiechu, ale niezwykle sprawnie – stulecia spędzone w głuszy nauczyły go szacunku do drewna i sprawnego rzemiosła. Abeja asystowała mu w milczeniu, podając gwoździe i przytrzymując krawędziaki. 
Na koniec wyciągnęła flakonik z wyciągiem z szałwii i leśnych ziół – elfickim eliksirem, którego zapach od wieków koił dzikie roje i chronił ule przed gniciem.
Gdy nad turniami zabłysły pierwsze gwiazdy, na trawie stanął surowy, pachnący świeżym cięciem korpus. Dziewczyna skropiła wlot szałwiową esencją, by jej słodki, ziołowy aromat stłumił zapach żywicy i poprowadził owady do środka.
Pszczoły nie czekały na zaproszenie. Gdy tylko dym z podkurzacza nieco je uspokoił, a nowa skrzynia spoczęła na podestach, pierwsze robotnice wylądowały na świeżym odeskowaniu. Przyciągnięte elfickim zielem, jedna za drugą, zaczęły miarowo wchodzić przez wąski wlot do ciemnego, bezpiecznego wnętrza.
Abeja odetchnęła głęboko i otarła brudne od pyłu czoło, z wdzięcznością zerkając na Sylwiona. Oparła głowę o jego ramię, a stary elf tylko mocniej ścisnął jej dłoń. Gdy mrok ostatecznie odciął polanę od reszty świata, w pasiece nastała głęboka, wyczekiwana cisza.

Prześlij komentarz

0 Komentarze