Gościnnie Autorka: Danutka Nutka
Lioriel przyszła sama, nie powiedziała nikomu. Syrla i tak leciała nad nią nisko, między gałęziami. Co jakiś czas pohukiwała krótko, jakby próbowała ją zawrócić.
- Wiem - mruknęła Lioriel. - Ale to tylko dąb. Stary przyjaciel.
Każdy z nich miał z nim wspomnienie. Earyn biegał tu jako dziecko. Abeja zbierała pod nim zioła i plotła wianki z kwiatów. Hubert twierdził kiedyś, że słyszał, jak drzewo mówi. Nikt mu nie wierzył, ale nikt też nie śmiał się długo.
Dąb był starszy niż pamięć mieszkańców lasu. A dziś wyglądał źle.
Kora była popękana. Liście blade, niemal przezroczyste. Kilka gałęzi całkiem uschło.
Lioriel położyła dłoń na pniu. Natychmiast ją cofnęła.
- Zimny...
Zmarszczyła brwi.
- To nie choroba.
****
W tym samym czasie, wysoko w koronie Wielkiego Dębu, Drin spał zwinięty w swojej przytulnej dziupli. Nagle smok otworzył oczy i zamarł, coś było nie tak.
Nie usłyszał żadnego dźwięku ani wołania. Poczuł za to falę bólu, która przebiegła przez pień ogromnego drzewa i rozeszła się po całym lesie.
Drin poderwał się na łapy. Nie potrafił wyjaśnić, skąd znał to uczucie. Od chwili, gdy zamieszkał w lesie, jego serce i magia coraz mocniej splatały się z magią puszczy, a przede wszystkim z Lioriel.
Bez chwili wahania wybiegł z dziupli i pobiegł przez las. Przeskakiwał między pniami drzew, zaglądał na leśne ścieżki i polany. Krążył coraz niżej, wypatrując znajomej sylwetki elfki - jednak las milczał.
Nie znalazł ani jednego śladu.
Nie wiedział, że zaledwie kilka chwil wcześniej pod starym dębem zaczęła budzić się pradawna magia.
*****
Syrla zesztywniała.
Lioriel zamknęła oczy i pozwoliła swojej magii popłynąć ku drzewu.
Delikatnie i ostrożnie.
Przez chwilę wyczuwała znajomą obecność starego dębu. Potem coś się zmieniło.
Jakby głęboko pod korzeniami coś się poruszyło. Coś przebudziło się ze snu.
Jedna czarna linia przecięła korę, następnie setki innych.
Lioriel cofnęła się o krok. To nie były pęknięcia, linie układały się w znaki.
Runy, nie znała ich - a znała wiele.
Były stare, starsze od wszystkich ksiąg, które czytała. Jedna z run rozbłysła fioletowym światłem.
Syrla poderwała się gwałtownie w powietrze.
- Co to jest...? - wyszeptała Lioriel.
Ziemia drgnęła. Powietrze rozdarło się z cichym trzaskiem.
Między drzewami wybuchło fioletowe światło. Portale, dziesiątki portali. Zimnych, obcych i strasznych.
Las zaczął się rozrywać.
- Nie... nie, nie...
Próbowała je zamknąć, nie słuchały. Jakby nie należały do tego świata. Jakby ktoś otwierał je z drugiej strony.
Jeden portal pojawił się za jej plecami. Poczuła uderzenie magii.
Potem wszystko pochłonęła ciemność.
*******
Abeja zobaczyła Syrlę pierwsza.
Sowa wleciała do jej domu jak burza. Krążyła pod sufitem, uderzała skrzydłami o ściany i pohukiwała rozpaczliwie.
- Syrla? Co się stało?
Hubert od razu poderwał się od stołu.
- Coś jest nie tak.
Drzwi otworzyły się z hukiem. Po chwili biegli już za sową przez las. Tak szybko, że niemal staranowali Earyna.
- Co się dzieje? - zapytał.
Potem zobaczył Syrlę i zrozumiał.
- Gdzie jest Lioriel?
Nikt nie odpowiedział. Nie musieli. Earyn pobladł. Ruszył pierwszy.
*********
Polana była cicha. Dąb nadal stał. Ale coś się zmieniło.
Powietrze wokół niego było ciężkie, jak przed burzą.
Earyn podszedł bliżej. Nagle zatrzymał się.
Przy korzeniach leżał skrawek zielonego materiału. Podniósł go. Znał ten płaszcz.
Abeja odwróciła wzrok.
- Nie mów tego.
- Ona tu była - odpowiedział cicho.
Hubert spojrzał na pień.
- Spójrzcie.
Runy nadal tam były. Czarne znaki świeciły słabym fioletowym blaskiem. Abeja zbladła.
- Nigdy takich nie widziałam.
Earyn zacisnął pięść.
- Znajdziemy ją.
*******
Lioriel nie wiedziała, gdzie jest.
To nie było jedno miejsce, to było wiele miejsc naraz. Las, kamienie, morze, pustka. Niebo pełne obcych gwiazd. Każdy portal wyrzucał ją dalej, coraz brutalniej.
Upadła na skały, była poraniona. Przez chwilę nie mogła złapać oddechu.
- Dobrze... - wyszeptała. - Oddychaj.
Spróbowała otworzyć własny portal. Magia była rozbita, jak lustro po upadku.
Wtedy poczuła ciepło na nadgarstku. Znak Drzewca. Delikatnie pulsował, chronił ją.
Gdyby nie on, być może już dawno zagubiłaby się między światami.
I ruszyła dalej.
*********
Earyn nie spał, nie odpoczywał, nie słuchał nikogo.
Każdy portal prowadził gdzie indziej. Każde pęknięcie świata mogło być tym właściwym.
- Ona tam jest - powtarzał.
- Skąd wiesz? - zapytał Hubert.
- Bo jeszcze jej nie znalazłem.
Szli dalej, aż dotarli do trzeciego pęknięcia. Gasło. Byli spóźnieni - albo właśnie na czas?
Przy portalu ktoś leżał. Earyn pobiegł pierwszy. Padł przy niej na kolana.
- Lioriel.
Powoli otworzyła oczy. Przez chwilę patrzyła niewyraźnie. Potem rozpoznała jego twarz i uśmiechnęła się.
- Wiedziałam, że przyjdziesz.
- Oczywiście.
Po raz pierwszy od wielu godzin napięcie opuściło jego głos.
Lioriel próbowała usiąść. Natychmiast zakręciło jej się w głowie. Earyn podtrzymał ją, zanim zdążyła upaść.
- Spokojnie, nie mdlej.
- Postaram się.
Abeja odetchnęła z ulgą.
***********
Kilka dni później Lioriel wracała do sił. Doktor Ambroży nakazał odpoczynek.
Abeja pilnowała leczenia ,Hubert pilnował jedzenia. Smok siedział przy oknie i nawet nie drgnął. Syrla pilnowała wszystkich.
A Earyn...
Po prostu był. Najczęściej siedział obok jej łóżka. Bez słów.
Kiedy budziła się w nocy, widziała go przy oknie albo w fotelu. I jakoś łatwiej było zasnąć.
Pewnego wieczoru Abeja przyniosła szkic run wyrytych na dębie.
Lioriel usiadła od razu. Zmęczenie zniknęło z jej twarzy.
- To niemożliwe.
- Znasz je? - zapytał Earyn.
- Nie, i właśnie dlatego są niebezpieczne.
Zapadła cisza.
Lioriel długo patrzyła na rysunek. W końcu podniosła wzrok.
- Musimy wysłać wiadomość.
- Do kogo? - zapytał Hubert
Przez chwilę milczała.
- Do mojej babki Eladriel , ona jest najstarszą wiedźmą drzew i ma ogromną wiedzę.
W pokoju zrobiło się cicho.
- Tej Eladriel? - zapytał Earyn - wiedźmy z Mrocznego Boru?
Nawet Syrla przestała czyścić pióra.
- Nie mam pewności gdzie teraz przebywa, ale Syrla ja znajdzie i zaniesie wiadomość. Do Mrocznego Boru - Lioriel skinęła głową. — Jeśli ktoś potrafi odczytać te runy, to tylko ona.
- Myślisz że odpowie ? - niepewnie odezwała się Abeja.
Lioriel spojrzała za okno.
- Odpowie , ona zawsze wyczuwa wszystkie swoje wnuki.
*****
Głęboko pod korzeniami starego dębu jedna z run rozżarzyła się fioletowym światłem. W mroku poruszyło się coś, co spało od czasów, których nie pamiętały nawet najstarsze drzewa. A coś w ciemności powoli otworzyło oczy.












0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️