Pewnego pogodnego poranka Drin obudził się wcześniej niż zwykle. Od kilku dni czuł dziwne podekscytowanie, ale tej nocy wydarzyło się coś wyjątkowego. Śniło mu się, że unosi się wysoko nad lasem, ponad koronami drzew, a wiatr prowadzi go ku miejscom, których jeszcze nigdy nie widział.
Kiedy otworzył oczy, wiedział jedno — nadszedł dzień, w którym po raz pierwszy wzbije się w niebo.
Lioriel od razu zauważyła jego niepokój. Uśmiechnęła się ciepło i delikatnie pogładziła go po złocistych łuskach.
- Chyba dziś poszybujesz wśród chmur, przyjacielu.
Na najwyższej gałęzi starego dębu siedziała Syrla. Sowa spojrzała na Drina swoimi mądrymi oczami i cicho zahukała, jakby chciała dodać mu odwagi.
Wieść szybko dotarła do Earyna i Huberta. Obaj przyszli pod stary dąb, aby zobaczyć pierwszy lot młodego smoka.
Hubert, nie potrafił powstrzymać się od żartu.
- Jeśli wylądujesz na mojej głowie, uznam to za najbardziej udany lot w historii!
Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a Drin odpowiedział radosnym pomrukiem.
Earyn stanął obok niego i położył dłoń na pniu starego dębu.
- Nie spiesz się. Las nie ucieknie. Zaufaj sobie. Skrzydła zostały stworzone po to, aby latać.
Drin wspiął się na najwyższą gałąź. Spojrzał w dół, było bardzo wysoko.
Serce biło mu coraz szybciej, a pazury mocno zaciskały się na korze. Przez krótką chwilę zwątpił.
Co, jeśli nie polecę?
Wtedy spojrzał na swoich przyjaciół.
Lioriel patrzyła na niego z dumą i spokojem. Earyn czekał cierpliwie, wierząc w jego siłę.
Syrla rozłożyła skrzydła, jakby pokazywała mu, co powinien zrobić. Hubert uśmiechał się szeroko i uniósł kciuk w górę.
Drin zamknął oczy, wziął głęboki oddech, rozłożył skrzydła i odbił się od gałęzi. Przez ułamek sekundy wydawało mu się, że spada.
Nagle wiatr wsunął się pod jego skrzydła.
Pierwsza próba nie była idealna. Przeleciał zaledwie kilka chwil i wylądował na niższej gałęzi. Lioriel zaczęła bić brawo.
- Właśnie zrobiłeś pierwszy krok - Na jej twarzy malowała się duma.
Drin spojrzał w górę. Tym razem nie czuł strachu czuł że niebo go wzywa, chmury wołają do niego. Rozłożył skrzydła, odbił się mocniej i pozwolił, by wiatr go poprowadził.
Uniósł się, leciał coraz wyżej i wyżej.
Z góry las wyglądał zupełnie inaczej. Korony drzew przypominały ogromne zielone morze, srebrzyste strumienie wiły się pomiędzy polanami, a poranna mgła otulała ziemię niczym miękki, biały koc. Ptaki szybowały obok niego, jelenie spokojnie przemierzały leśne ścieżki, a promienie słońca tańczyły na liściach niczym tysiące złotych iskier.
Po raz pierwszy zobaczył cały las.
I wtedy dostrzegł coś niezwykłego.
Ponad koronami drzew wirowały maleńkie złote listki. Nie poruszał nimi wiatr.
Tańczyły własnym rytmem, jakby chciały go gdzieś zaprowadzić, podażył za nimi.
Listki poprowadziły go do Doliny Drzewca.
Pośrodku doliny rósł najstarszy dąb, jaki kiedykolwiek widział. Jego potężny pień nosił ślady tysięcy lat, a rozłożyste konary zdawały się podtrzymywać samo niebo. Powietrze pachniało mchem, żywicą i świeżymi liśćmi.
Kiedy Drin zbliżył się do drzewa, złote listki zaczęły wirować wokół jego korony.
Wtedy Drzewiec powoli otworzył oczy.
Były głębokie i spokojne, pełne mądrości dawnych czasów.
Drin nie usłyszał ani jednego słowa. Poczuł ciepło rozchodzące się po całym ciele, jakby sam las przyjął go do swojej rodziny. Jakby stare drzewo od bardzo dawna czekało właśnie na niego.
Kilka złotych listków delikatnie opadło na jego skrzydła niczym znak powitania.
Drin skłonił lekko głowę w geście szacunku.
Gdy wrócił do przyjaciół, jego oczy błyszczały zachwytem.
Lioriel od razu dostrzegła, że wydarzyło się coś niezwykłego.
Earyn uśmiechnął się z uznaniem.
- Las cię dostrzegł, Drinie. To pierwszy krok na drodze strażnika.
Hubert poklepał go po boku.
- A ja od początku wiedziałem, że jesteś urodzonym lotnikiem!
Wieczorem dołączyła do nich Abeja. Wszyscy usiedli przy ognisku. Płomienie cicho trzaskały, las kołysał się w rytmie wieczornego wiatru, a nad ich głowami rozbłysły tysiące gwiazd.
Drin zasnął zmęczony, ale szczęśliwy. Tego dnia zrozumiał, że odwaga nie oznacza braku strachu. Odwaga to wykonanie pierwszego kroku mimo lęku.
A jego pierwszy lot był zaledwie początkiem wielkiej przygody.
Przed młodym smokiem czekały jeszcze wysokie góry, wartkie rzeki, pradawne ruiny i zaczarowane krainy, w których od wieków ukrywały się kolejne tajemnice magicznego świata.




1 Komentarze
Szacunek dla ludzi, dla natury, powietrza i wody. Szacunek przed strachem branie to co dobre odrzucanie to co złe. Z szacunkiem korzystać z tego czym nas obdarzył los może Bóg.
OdpowiedzUsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️