Urodziny Ambrożego

 Pamięci mojego Taty.

Ambroży od dawna nie liczył już lat. Zamiast tego patrzył na otaczający go las i z głębokim, spokojnym uśmiechem przyjmował każdą zmianę, jaką niósł ze sobą czas. Widział srebrne pasma w swoich włosach i głębokie zmarszczki wokół oczu, ale nie czuł żalu. Wiedział, że uciekający czas nie był wrogiem, lecz cierpliwym rzeźbiarzem, który pozostawiał na stworzeniach ślady ich życia.

Tamten dzień w Lesie z Mchu i Paproci miał w sobie coś szczególnego i uroczystego. Gdy słońce zaczęło powoli piąć się nad koronami drzew, doktor Ambroży Pukawka usiadł pod dębem, trzymając w dłoniach parujący kubek leśnych ziół. Dokładnie tego ranka mijały jego kolejne urodziny.
Wokół niego las tętnił swoim naturalnym, niespiesznym rytmem. Szumiała rzeka, kołysały się paprocie, a ziół dotykał ciepły, letni wiatr. Ambroży patrzył na to wszystko z wielką uwagą. Zrozumiał wtedy, że największą mądrością nie była próba zatrzymania uciekających chwil na siłę, ale pełna akceptacja tego, że wszystko na tym świecie miało swój początek, płynęło i nieustannie się zmieniało.
Siedząc tak w porannym słońcu, błądził myślami po ścieżkach swoich własnych wspomnień. Pomyślał o wszystkich godzinach spędzonych na brzegu rzeki z wędką w dłoni oraz o porankach, gdy z czułością pielęgnował wysokie krzaki pomidorów w starej szklarni. Zrozumiał, że posiadanie w życiu pasji, która rozpala serce i pozwala zapomnieć o całym świecie, to najczystsza forma szczęścia.
Przypomniał sobie także ciche wieczory, gdy brał do rąk rustykalne skrzypce i pozwalał, by melodia niosła się nad koronami drzew w blasku zachodzącego słońca. Ta miłość do muzyki, która potrafiła ubrać w dźwięki to, co niewypowiedziane, była kolejnym wielkim darem od losu. 
W jego sercu ożyło też wspomnienie płaczących maluchów, które tak wiele razy tulił i pocieszał, zdejmując z nich dziecięcy strach. Doszedł do wniosku, że ta głęboka, czysta miłość do dzieci i niesienie im ratunku to najpiękniejsze szczęście, jakiego dane mu było doświadczyć.
Z każdym kolejnym rokiem stary medyk uczył się czegoś niezwykle ważnego – trudnej sztuki bycia tu i teraz. Doceniał zapach parzących się właśnie esencji, ciepło słonecznego promienia na policzku i cichą obecność leśnych przyjaciół, którzy mijali jego ganek. Wiedział, że bieżąca chwila była jedyną rzeczą, jaką naprawdę posiadał, a każda sekunda spędzona w zgodzie z własnymi pasjami, z miłością do muzyki, do dzieci i do otaczającej przyrodą stawała się najcenniejszym urodzinowym prezentem.
W ten wyjątkowy poranek Ambroży doszedł do wniosku, że nie należało lękać się przemijania. Pomyślał, że upływający czas warto przyjąć jako naturalną, piękną drogę, a najgłębszy sens krył się w czułym docenianiu każdej, najmniejszej nawet chwili, która działo się dokładnie w danym momencie. Mądry medyk był pewien, że to właśnie z takich małych, obecnych sekund, utkanych z pasji i miłości, składała się cała wieczność.


Tęsknię za Tobą, Tato 💗




🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 LEŚNA POCZTA: DOŁĄCZ DO NASZEJ RODZINY! 💌
Jeśli chcesz co tydzień otrzymywać jeden list z informacjami o nowych opowieściach, kliknij w poniższy link i dopisz swój e-mail:

👉 Kliknij i zapisz się na nasz newsletter: TUTAJ





Prześlij komentarz

0 Komentarze