Broda Hektora

Olbrzym Hektor stanął nad wielkim, krystalicznym lustrem Szmaragdowego Zwierciadła i krytycznie przyjrzał się swojemu odbiciu. Jego broda, która przez długie lata rosła całkowicie swobodnie, była już tak długa i gęsta, że zrobiła się za długa i zwyczajnie mu przeszkadzała. Przypominała prastary, splątany krzak dzikiego bzu po burzy.

– Dość tego – mruknął basowym głosem, od którego na tafli jeziora pojawiły się drobne fale. – Czas na letnie porządki.
Wrócił do siebie, wciągnął potężne, żelazne nożyce, które zwykle służyły mu do przycinania grubych gałęzi świerkowych i usiadł wygodnie na skalnej półce. Zaczął ciąć. Nad brzegiem jeziora rozległ się głośny, rytmiczny chrzęst.
Grube i miękkie pasma włosów zaczęły opadać na ziemię. Hektor ciął i ciął, a włosów z jego brody było tak wiele, że po chwili  wokół jego nóg urósł spory, puszysty kopiec. 
Gdy skończył, pogładził się po gładkim, nagłym podbródku i aż się roześmiał z wrażenia – poranny, górski wiatr wydał mu się teraz niesamowicie zimny.
Spojrzał pod nogi na wielką górę puszystych włosów i podrapał się po głowie.
– I co ja mam teraz z tym zrobić? – pomyślał. – Jeśli porwie to wiatr, cały las będzie wyglądał, jakby w środku lata spadł śnieg.
Postanowił zebrać wszystko do wielkiego, płóciennego wora. Naraz, gdy zbierał ostatnią garść miękkiego puchu, z gęstych szuwarów wyfrunęła mała, zaniepokojona dzika kaczka. Zaczęła kręcić się wokół jego stóp, głośno kwacząc. Za nią, z korony pobliskiej sosny, zleciały dwa małe, szare wróbelki. A potem jeszcze stado szpaków.
Hektor zamarł i podniósł jedno pasmo na wysokość oczu. Włosy z jego brody, choć wełniste i mocne, były w środku niesamowicie ciepłe i miękkie jak najdelikatniejszy jedwab.
Wielki olbrzym uśmiechnął się szeroko. Zamiast pakować wszystko do wora, zaczął brać małe kępki białego puchu i z najwyższą delikatnością, używając tylko dwóch palców, układał je w rozwidleniach niskich gałęzi, na kępach mchów i w dziuplach starych drzew.
Zrobił się wielki rejwach! leciało się chyba pół lasu. Ptaki, wiewiórki, a nawet małe myszy polne z dzikim zapałem zaczęły rozkradać puszyste pasma, nosząc je do swoich kryjówek.
Pod wieczór po wielkim kopcu nie było już śladu. Hektor usiadł przed swoją górską jaskinią, wciąż czując nieznany dotąd chłód na gładkiej twarzy. Jednak gdy spojrzał na okoliczne drzewa, z których co chwilę wyglądały małe, puszyste ptasie dzioby, otulone wełnianym, ciepłym puchem z jego własnej brody, zrobiło mu się niesamowicie ciepło na sercu.
W najwyższych szczytach gór zapanował błogi spokój. Wszystkie leśne gniazda były tej nocy najmiększe i najcieplejsze na całym świecie.

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 LEŚNA POCZTA: DOŁĄCZ DO NASZEJ RODZINY! 💌
Jeśli chcesz co tydzień otrzymywać jeden list z informacjami o nowych opowieściach, kliknij w poniższy link i dopisz swój e-mail:

👉 Kliknij i zapisz się na nasz newsletter: TUTAJ

Prześlij komentarz

2 Komentarze

  1. Coś się kończy, by coś innego mogło się zacząć. Często początek tworzy coś piękniejszego od tego co się skończyło. Na pewno coś innego. Nowy Hektor odmłodniał, w upały będzie mu wygodnie a i chodzenie wśród wysokich drzew będzie łatwiejsze. Ileż radości sprawił naszym braciom mniejszym. Ciepło i wygoda jest nie do przecenienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesławie, bardzo celna uwaga. Często boimy się zmian i zrzucenia tego, co nosiliśmy przez lata, a okazuje się, że to właśnie zwalnia miejsce na coś zupełnie nowego i dobrego. Hektor rzeczywiście musi się teraz przyzwyczaić do lżejszej wersji samego siebie, ale widok tych wszystkich ptasich gniazd wyścielonych puchem z jego brody na pewno ułatwi mu adaptację. Cieszę się, że tak głęboko wszedłeś w tę opowieść.

      Usuń

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️