Ognisko z Ambrożym

Płomień złapał... Kora brzozowa pachnie niesamowicie, kiedy spotyka się z ogniem. Wieczór nad rzeką robi się cudownie ciepły, a drwa rozpalają się idealnie. 


Elena: Dobry wieczór, Kochani! Usiądźcie wygodnie na pniach, bo nasza mała leśna biesiada właśnie się zaczyna. Przyniosłam Wasze pytania, a Ambroży już wygodnie się rozgościł i pilnuje swojej kiełbaski. Posłuchajcie, co ma Wam do powiedzenia!

Elena:  Ogień nad rzeką już pięknie płonie, kiełbaski skwierczą na patykach, a lemoniada chłodzi się w wodzie. Mamy też oczywiście gorące zioła w dzbankach.  A obok mnie siedzi nie kto inny, jak sam doktor Ambroży Pukawka!  Ambroży, odłóż na chwilę tę upieczoną kiełbaskę, bo dziewczyny pytają o Twoje lekarskie sekrety!

Ambroży: (słychać żartobliwe mruknięcie) Dobry wieczór wszystkim! Dla porządnej, chrupiącej kiełbaski z ogniska leśny medyk jest w stanie zawiesić każdą praktykę lekarską. No, dawaj te pytania, Elenko, nim mi napar z leśnych malin zupełnie wystygnie!
Elena: Na początek Danutka Nutka i Marta Anna proszą o sprawdzony przepis na odporność dla dzieciaków na jesień i zimę. Co tam masz w tej swojej słynnej torbie?
Ambroży: (śmieje się) Dla małych elfików i ludzkich dzieciaków recepta jest prosta jak budowa borowika! Trzy garście suszonych malin, plaster dzikiej róży, napar z lipy zbieranej w lipcowe południe i – uwaga, to najważniejsze – duża łyżka miodu ze Złotej Pasieki od naszej Abei! Ale pamiętajcie: syrop podajemy tylko wtedy, gdy dziecko najpierw wybiega się po lesie i porządnie ubrudzi błotem. Czyste i znudzone dziecko to dziecko podatne na katar!
Elena: Zofia pyta bardzo dociekliwie: co Ty tak naprawdę ukrywasz w tych wszystkich swoich tajemniczych słoiczkach w gabinecie?
Ambroży: Oho, pani Zosia przejrzała mój system! Oficjalnie? Suszone liście dębu, sproszkowany korzeń pokrzywy i leśne minerały. Nieoficjalnie? W trzech największych słoikach trzymam zapas dobrego humoru na poniedziałkowe poranki, a w tym najmniejszym, schowanym głęboko za szafą... podkradzione cioci Aurieli ciasteczka maślane. Medycyna wymaga poświęceń i cukru!
Elena: Danutka dopytuje jeszcze, bez jakiego jednego zioła absolutnie nie wyobrażasz sobie leczenia w naszym Lesie?
Ambroży: Bez babki lancetowatej! Ona leczy wszystko – od podrapanego kolana młodego elfa, przez złamane serce, aż po ból zęba u borsuka. Jak nie wiesz, co dolega pacjentowi, przyłóż mu liść babki. W dziewięćdziesięciu procentach przypadków pomaga, a w pozostałych dziesięciu pacjent przynajmniej przestaje narzekać, bo zajmuje się odklejaniem liścia.
Elena: (śmiech) Cały Ty! Słuchaj, a Jolanta zadała pytanie, które chyba ciekawi każdego nowego gościa: „Gdzie jest ten las?”. No właśnie, zdradzisz nam w końcu jakieś współrzędne geograficzne?
Ambroży: (śmieje się cicho, aż mu się okulary zsuwają z nosa) Oho! Pani Jolanto, gdybym podał dokładne namiary GPS, to jutro zamiast sarenki Hani i żuczka Henryka, po mchu biegałyby tłumy ludzi z mapami i aparatami! Powiem tak: nasz Las jest znacznie bliżej, niż się wszystkim wydaje. Nie znajdziecie go na żadnej ludzkiej mapie, ale wystarczy w ciepłe popołudnie zamknąć oczy, wsłuchać się w szum jakiejkolwiek rzeki, poczuć zapach mchu i... już tu jesteście. A dla tych bardziej upartych: szukajcie drugiego zakrętu za starym dębem, tam gdzie paprocie rosną najwyżej. Ale ciiii, to tajemnica lekarska!
Elena: Piękna odpowiedź... Czyli zamiast mapy wystarczy trochę wyobraźni i serca. Ale idźmy dalej. Jola pyta o ludzki sposób na nerwy. Ludzie zawsze radzą: „policz do dziesięciu, jak się zdenerwujesz, żeby kogoś nie zranić złym słowem”. Co Ty na to radzisz jako lekarz?
Ambroży: Liczenie do dziesięciu? Za nudne, można się jeszcze bardziej nakręcić. Jak jakiś elf albo leśny zwierzak mnie zdenerwuje, to ja radzę zjeść dorodną, soczystą leśną jagodę. Spróbujcie na kogoś nakrzyczeć albo powiedzieć coś złośliwego z pełną buzią jagód! Po pierwsze: nie da się Was zrozumieć. Po drugie: wyglądacie tak śmiesznie z fioletowym językiem, że złość natychmiast mija i Wam, i tej drugiej osobie. Jagody, kochani, jagody na nerwy!
Elena: I na koniec Tereska i Ela proszą o uniwersalną receptę na jesienną chandrę i na to, żeby uśmiech zawsze gościł na naszych twarzach.
Ambroży: (poważnieje na chwilę, z wielkim ciepłem w głosie) Na chandrę i smutki nie ma lepszego lekarstwa niż to, co robimy dokładnie teraz. Ciepły wieczór, bliscy ludzie obok, zapach dymu, szum wody i świadomość, że po każdej, nawet najciemniejszej nocy, przychodzi piękny, słoneczny poranek. A przepis na uśmiech? Przestańcie się tak strasznie spieszyć. Popatrzcie na naszego chomika Barnabę – on po prostu zbiera swoje małe skarby pod progiem, cieszy się z każdego ziarnka i ma z tego wielką radość. Bądźcie jak Barnaba!
Elena: Pięknie powiedziane, Ambroży. Krysia, Ania i Bernadeta bardzo mocno Cię pozdrawiają i piszą, że czują się u nas jak w prawdziwej bajce, i bardzo chciałyby tu z nami teraz być.
Ambroży: Ooo, to ja im za te wspaniałe pozdrowienia przepisuję potrójną porcję leśnego spokoju i macham do nich zza ognia upieczoną kiełbaską! Dziewczyny, jesteście u nas zawsze mile widziane, miejsce na pniu nad rzeką zawsze na Was czeka.

Elena: Dziękujemy Wam z całego serca za wszystkie dzisiejsze pytania! Ogień powoli przygasa, rzeka szumi coraz ciszej, a my z Ambrożym wracamy do biesiadowania pod gwiazdami. Dbajcie o siebie, łapcie resztki dzisiejszego ciepła i do zobaczenia na kolejnym leśnym szlaku! Dobranoc!
Ambroży: Dobranoc i pamiętajcie o jagodach!

Prześlij komentarz

2 Komentarze

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️