Wspomnienia Etty i Sylwiona: dzikie pszczoły

Popołudniowe słońce leniwie oświetlało werandę Domu Pod Wiązami. Etta siedziała na drewnianym krześle, powoli przebierając w koszyku suszone liście mięty. Kilka kroków dalej, przy płocie, Sylwion układał porąbane polana. Szło mu to jakoś niespiesznie. Odłożył siekierę, rozprostował plecy z głośnym stęknięciem i złapał się za krzyż.

– Oj, Etto... – westchnął, kręcąc głową. – Kości już nie te. Chyba się starzeję, bo czuję każde uderzenie siekiery. Kiedyś to bym cały ten dąb rozłupał w godzinę i nawet bym się nie zasapał.
Etta uniosła wzrok znad koszyka. Na jej twarzy pojawił się ten ciepły uśmiech, który Sylwion znał od dawna.
– Sylwionie, ty i te twoje opowieści o dawnej sile – zaśmiała się cicho. – Przecież pamiętam, jak miałeś dwadzieścia lat. Z tym rąbaniem drewna wcale nie było tak różowo. Zawsze szukałeś sposobu, żeby się wymigać.
– Ja? No wiesz co! – obruszył się żartobliwie, opierając się o dębowy pień. – Byłem najbardziej pracowitym młodzieńcem w całej okolicy!
– Szczególnie wtedy, gdy postanowiłeś zaimponować mi dzikim miodem z najwyższej sosny na skraju doliny – przypomniała Etta, a jej oczy wesoło zabłysły. – Pamiętasz jeszcze tę swoją wielką, romantyczną wyprawę?
Sylwion nagle zamilkł, a jego uszy zrobiły się podejrzanie czerwone. Odchrząknął tylko cicho, ale Etta nie miała zamiaru przestać.
– Chciałeś być taki dzielny – kontynuowała z rozbawieniem. – Powiedziałeś, że wdrapiesz się tam bez drabiny, bo dla takiej dziewczyny jak ja, żadna wysokość to nie problem. I co? Sosna okazała się za śliska, a dzikie pszczoły z lasu mchu wcale nie były nastrojone romantycznie.
– To były wyjątkowo złośliwe bestie, Etto. Zorganizowały na mnie regularny napad – mruknął pod nosem Sylwion, choć sam zaczął się już uśmiechać pod wąsem.
– Napad? Przecież uciekałeś stamtąd z takim krzykiem, że aż ptaki zrywały się z drzew! A gdy wpadłeś na moją werandę, twój nos był dwa razy większy niż normalnie. Wyglądałeś jak najprawdziwszy leśny troll, a nie zakochany młodzieniec. Przez tydzień musiałam ci robić okłady z zimnego mchu i karmić naparami, bo nie mogłeś utrzymać łyżki w dłoni.
Sylwion podszedł bliżej werandy, usiadł na stopniu i spojrzał na swoje duże, spracowane dłonie.
– No dobra, może i wyglądałem wtedy kiepsko – przyznał cicho, patrząc na Ettę z ogromnym ciepłem w oczach. – Ale miód ostatecznie przyniosłem. Trochę poturbowany, ale słodki.
– Przyniosłeś – skinęła głową Etta, odkładając koszyk na bok. Podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu. – I właśnie wtedy pomyślałam, że z tym twoim wielkim, upartym sercem na pewno nie zginę. Więc nie narzekaj mi tu na ból w krzyżu, Sylwionie. Dawniej nosiłeś spuchnięty nos z dumą, a dzisiaj parę polan ma cię wystraszyć?
Sylwion podniósł głowę, a jego twarz rozjaśnił ten sam, chłopięcy uśmiech co przed laty. Całe zmęczenie nagle z niego uleciało.
– Masz rację, Etto. Dla takiego uśmiechu jak twój, to ja mogę rąbać drewno do późnego wieczora.
Zapanował błogi, popołudniowy spokój. Przeszłość wymieszała się z teraźniejszością, a dawne, śmieszne potknięcia okazały się najwspanialszym fundamentem na całe wspólne życie.

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 LEŚNA POCZTA: DOŁĄCZ DO NASZEJ RODZINY! 💌
Jeśli chcesz co tydzień otrzymywać jeden list z informacjami o nowych opowieściach, kliknij w poniższy link i dopisz swój e-mail:

👉 Kliknij i zapisz się na nasz newsletter: TUTAJ

Prześlij komentarz

2 Komentarze

  1. Dobrze gdy można opowiadać historie z wydarzeń, które pobudzały kiedyś uczucia, a teraz wzmacniają je.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie na tym polega siła takich wspomnień. Kiedyś ten spuchnięty nos był dla Sylwiona katastrofą, a dziś oboje z Ettą śmieją się z tego przy rąbaniu drewna, wiedząc, że to jedno z tych wydarzeń, które zbudowało ich wspólny świat.

      Usuń

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️