Zajączek Kuleczka przeżył dziś wielkie zaskoczenie.
Zaczęło się od tego, że Sylwion wyszedł rano do ogrodu, by zerwać trochę świeżych ziół, i nagle zamarł na widok warzywnych grządek.
Dokładnie połowa najpiękniejszych, soczystych marchewek, które Etta pielęgnowała od wiosny, została wykopana, i teraz wszędzie leżały smętne, nadgryzione resztki.
Wokół widniały tylko niewyraźne, chaotyczne ślady małych łapek.
W ogrodzie natychmiast ogłoszono wielkie poszukiwania, a pierwszym, który z wielkim zapałem i wypiętą dumnie piersią stawił się na miejscu, był zając Kuleczka. Choć wciąż wyglądał na odrobinę niewyspanego, był podekscytowany wizją prawdziwego, leśnego śledztwa.
- To niesłychane! Taki niecny rabunek pod osłoną nocy! - mruczał z przejęciem Kuleczka, tupiąc energicznie tylną łapką tuż obok rozbawionego Sylwiona. — Przyjacielu, nie martw się, znajdziemy tego żarłocznego amatora marchewek i osobiście dopilnuję, żeby za karę musiał wyplewić wszystkie grządki! Żaden szanujący się leśny obywatel nie zostawiłby po sobie takiego bałaganu!
Sylwion, drapiąc się po głowie, z pełną powagą przytakiwał zającowi, choć zupełnie nie rozumiał, co ten mówi. Widząc ogromną determinację zająca, gestem ręki zaprosił go do wspólnego pójścia tropem sprawcy.
Śledztwo ruszyło pełną parą. Ślady pomarańczowych okruszków i lekko udeptanej trawy prowadziły najpierw wokół starego dębu, potem skręciły ostro przy krzakach dzikich róż Ambrożego, aż w końcu wyszły na prostą ścieżkę prowadzącą w stronę ganku.
Sylwion szedł powoli krok w krok za zającem, a jego brwi unosiły się coraz wyżej z każdym kolejnym metrem. Kuleczka, całkowicie pochłonięty swoją rolą, wymachiwał łapkami i cicho popiskiwał, ewidentnie odgrażając się ukrytemu w gęstwinie złodziejowi.
Trasa pościgu zakończyła się w najbardziej niespodziewanym miejscu — tuż pod wielkim korzeniem wiązu, dokładnie przed wejściem do norki... zająca Kuleczki.
Co więcej, na samym progu leżała porzucona, soczysta i tylko raz nadgryziona marchewka, a tuż obok niej widniał idealny odcisk małej zajączej łapki.
Kuleczka zamarł na ten widok, gwałtownie mrugając swoimi wielkimi oczami. Spojrzał na leżące warzywo, potem przeniósł wzrok na stojącego nad nim Sylwiona, a jego uszy w jednej sekundzie oklapły w dół.
W głowie Kuleczki nagle zaczęły układać się w całość strzępki dziwnego, nocnego snu, w którym gonił wielką, latającą marchewkową rakietę i walczył z nią za pomocą zębów.
Sylwion nie wytrzymał. Spojrzał na spalonego ze wstydu, zdezorientowanego detektywa, potarmosił go czule za uszami i wybuchnął śmiechem, który w mig wywabił Ettę z ganku.
Sprawca został zdemaskowany przez własny nos, a śledztwo zamknięto z wielkim sukcesem.
Kuleczka, w ramach zadośćuczynienia, spędził resztę popołudnia na wspólnym z Sylwionem grabieniu ogrodowych ścieżek, obiecując sobie, że przed kolejnym pójściem spać solidnie zarygluje wejście do nory.







2 Komentarze
Miła niedzielna opowieść.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję za miłe słowa. Cieszę się, że opowieść się spodobała. Dobrego tygodnia! 🌿
UsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️