Mech. Leśny uzdrowiciel

– Każdy myśli, że bór potrafi sam zagoić swoje rany – zaczął cicho Thalendir, a jego głos niespiesznie płynął razem z szumem Srebrzystego Strumienia. – Ale dawno temu, gdy moi pradziadowie byli jeszcze młodzi, żył tu ktoś, kto potrafił słyszeć ból ukryty pod korą. Nazywali go Mchem.

Nikt nie pamiętał jego prawdziwego imienia. Mech był zgarbionym, starym elfem o ciepłych, zielonych oczach, który mieszkał w pniu powalonego przed wiekami świerku. Nie nosił skórzanych butów, bo wolał boso czuć chłód leśnej ziemi. Nie znał pośpiechu ani zgiełku świata. Całe dnie wędrował samotnie z małą, lipową skrzyneczką, w której nosił rzadką, leśną glinkę i suszone liście dzikiej szałwii.
Gdy nad borem przechodziła wielka letnia nawałnica i porywisty wiatr łamał gałęzie prastarych dębów, Mech ruszał w drogę. Chodził od drzewa do drzewa, kładł swoje pomarszczone dłonie na pękniętej korze i szeptał do nich te swoje dziwne, ciche, kojące słowa. 
Smarował rany miękką glinką niczym maścią i owijał pnie miękkimi, zielonymi dywanami z mchu, które sam zbierał nad strumieniem. Robił to z taką uwagą i miłością, że soki w drzewach na powrót zaczynały krążyć spokojnym, bezpiecznym rytmem, a zranione gałęzie wypuszczały najpiękniejsze, nowe pąki.
Mówiono, że potrafił wyczuć smutek starej sosny na odległość kilku mil. Szedł wtedy, nie zważając na pogodę, by ją pocieszyć. Drzewa kochały jego dotyk i gdy tylko pojawiał się na ścieżce, świerki szumiały łagodniej, a paprocie rozchylały się przed jego bosymi stopami. Dopóki Mech krążył po rubieżach, bór spał spokojnie pod bezpiecznym dachem.
Pewnego słonecznego poranka, gdy krystalicznie białe światło mieniło się w milionach kropel rosy niczym najczystsze szkło, leśne stworzenia obudziły się w niezwykłej ciszy. Na ścieżkach nie było widać śladów stóp staruszka. Pod prastarym, najwspanialszym dębem, który Mech wyleczył po zimowych mrozach, wędrowcy znaleźli tylko jego porzuconą, pustą lipową kobiałkę.

Mech odszedł tak cicho, jak żył. Ale bór już na zawsze zapamiętał jego miłość. Do dziś, gdy dotkniecie dębowej kory w słoneczny dzień i poczujecie jej niesamowite, bezpieczne ciepło, wiedzcie, że to dusz mądrego elfa wciąż tętni w sercach naszych drzew i pilnuje ich świętego spokoju.

🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿🌿

🏡 LEŚNA POCZTA: DOŁĄCZ DO NASZEJ RODZINY! 💌
Jeśli chcesz co tydzień otrzymywać jeden list z informacjami o nowych opowieściach, kliknij w poniższy link i dopisz swój e-mail:

👉 Kliknij i zapisz się na nasz newsletter: TUTAJ

Prześlij komentarz

0 Komentarze