Ślad, który przynosi nadzieję

Letnia burza, która przetoczyła się nad Lasem z Mchu i Paproci, pozostawiła po sobie rześkie, pachnące ozonem i mokrą ziemią powietrze. W Domu pod Wiązami panował spokój. Etta krzątała się przy kuchni kaflowej, układając w glinianej misie świeżo upieczone, maślane ciasteczka, a Sylwion siedział przy oknie, czyszcząc skórzane troki swojej podróżnej torby.

 Ciszę przerywało tylko miarowe chrupanie chomika Barnaby, który w swojej norce pod progiem porządkował właśnie zapasy słonecznika.


Nagle ciszę przerwał głęboki, niski stukot kopyt. Sylwion uniósł głowę i spojrzał przez szybę. W gęstniejącym, wieczornym zmierzchu zobaczył sędziwego mędrca Thalendira, który szedł powoli, wspierając się na kosturze. Tuż obok niego maszerował młody krasnal Hubert, prowadząc za wodze potężnego, kasztanowego konia Brego. Na twarzach przybyszów malowała się powaga, która sprawiła, że starszy elf natychmiast odłożył rzemienie.
- Etto... mamy gości - szepnął Sylwion, a w jego głosie pojawiła się nagła troska.
Thalendir wszedł jako pierwszy, zdejmując z głowy mokry od deszczu kaptur. Bez słowa podszedł do ciężkiego, dębowego stołu i położył na nim zawinięty w chustę pakunek. Hubert stanął krok w tyle, z szacunkiem zdejmując swoją czapkę, a kasztanowy Brego parskał cicho za oknem, patrząc wielkimi, mądrymi oczami wprost do wnętrza ciepłej kuchni.
- Wybaczcie nam to późne nadejście, moi drodzy -zaczął cicho Thalendir, patrząc prosto na Ettę i Sylwiona. - Ale ten młody krasnal i jego niezwykły koń odnaleźli dziś w gęstwinie Dzikiego Potoku coś, co należy do Waszego rodu. Coś, co rzeka skrywała przez długie lata.
Mędrzec delikatnie rozchylił brzegi płótna. Na drewniany blat stołu wysunęła się zniszczona przez wilgoć, stara skórzana torba podróżna. Etta podeszła bliżej, wycierając dłonie w lniany fartuch, i nagle zamarła. Jej wzrok padł na misterny, wyhaftowany na klapie znak Thalendira, a potem na małego, rzeźbionego w drewnie konika, który wychylił się z naderwanej kieszeni.
- To... to zabawka mojego chłopca - szepnęła Etta, a jej głos załamał się ze wzruszenia. Drżącą dłonią dotknęła dębowego konika, którego Sylwion osobiście strugał dla ich syna w zimowe wieczory. - Sylwionie, spójrz... To rzeczy Aldena.
Sylwion podszedł do stołu, a jego silne, spracowane dłonie zaczęły lekko drżeć. Thalendir nie czekał. Wyciągnął z głębi torby ciężki, zardzewiały klucz z wygrawerowanym symbolem odległego portu oraz pożółkłą, złożoną na pół kartę papieru.
- Sądziłeś, przyjacielu, że Twój syn zaginął na krańcu świata jako niedoświadczony młodzieniec - powiedział cicho mędrzec, podając Sylwionowi papier. - Ale to pismo i te przedmioty dowodzą czegoś zupełnie innego. Alden wrócił do Lasu. Dotarł w te strony jako dorosły, dojrzały mężczyzna. I to właśnie w naszym wąwozie, tuż przed progiem Waszego domu, stracił swoje rzeczy. Próbował Was przed czymś ostrzec. Spójrz na te pierwsze słowa.
Sylwion wbił wzrok w zżółknięty papier. Choć rzeczna wilgoć zmazała większość tekstu, pierwsze zdanie pisane dorosłą, pewną ręką syna było wyraźne: „Mamo, Tato, wracam, ale las się zmienia, muszę Wam powiedzieć o...”.
W kuchni Domu pod Wiązami zapadła najgłębsza, najbardziej przejmująca cisza. 
Etta ukryła twarz na ramieniu męża, a Sylwion mocno przytulił żonę, patrząc na zardzewiały klucz z dalekiego świata. 
Trop, który wszyscy uznali za bezpowrotnie utracony, za sprawą młodego Huberta i kasztanowego konia właśnie powrócił do domu. Stara tajemnica pękła, a w sercach starszych elfów, obok wielkiego bólu, po raz pierwszy od wielu lat rozbłysła cicha, niezłomna nadzieja. 
Bo skoro Alden dotarł aż tutaj, to znak, że jego historia wcale się nie skończyła.

Prześlij komentarz

1 Komentarze

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️