Przełamana pieczęć - piąta część sagi

Świt nad doliną wstawał wyjątkowo chłodny, przecinając gęste mgły pasmami bladego, różowego światła. W kuchni Domu pod Wiązami panowała cisza, przerywana jedynie miarowym szumem czajnika na kaflowym piecu. 

Etta krzątała się właśnie przy blacie, parząc poranną kawę i próbując zmyć z siebie zmęczenie po bezsennej nocy. Gdy dębowe drzwi nagle skrzypnęły, odwróciła się z dzbankiem w dłoni, spodziewając się powrotu męża i przyjaciół.
Zamiast tego zamarła, a dzbanek przechylił się niebezpiecznie w jej dłoni. Za plecami Sylwiona stał wysoki, młody zwiadowca. Etta wpatrywała się w chłopaka, nieomal zapominając o oddechu. Ten kształt podbródka, te kości policzkowe i niebieskie, głębokie oczy... Wyglądał jak żywy duch z przeszłości. Jak Alden, gdy dekady temu opuszczał dolinę.
Zanim zdążyła o cokolwiek zapytać, Arin postąpił krok naprzód i skłonił głowę z ogromnym szacunkiem. Wyjął dzbanek z jej rak, po czym ujął jej drżące, ciepłe od pracy przy piecu dłonie i ucałował. W tym samym momencie Sylwion szeptem wypowiedział słowa, które zmieniły wszystko.
Etta, cicho szlochając, nie czekała ani sekundy dłużej. Rzuciła się naprzód, a Arin objął ją mocno, wtulając się w jej ramiona. Łzy popłynęły falami - u Etty z powodu szoku i bezbrzeżnego wzruszenia, u Arina - ze skrywanej przez całe życie tęsknoty za domem, o którym ojciec tak wiele mu opowiadał.
Gdy pierwsze emocje opadły, usiedli przy dębowym stole. Usiedli tak blisko siebie, jak to tylko możliwe, ze splecionymi ciasno dłońmi, jakby bali się, że ta chwila minie i chłopak rozpłynie się niczym poranna mgła. 
Etta ani na sekundę nie odrywała wzroku od twarzy Arina. Wodziła spojrzeniem po jego rysach, odnajdując w dorosłym wnuku, o którego istnieniu jeszcze godzinę temu nie miała pojęcia, utracone cząstki swojego zaginionego syna.
Jednak radość z tego niesamowitego spotkania szybko zgasła.
Słowa młodzieńca o samotnej walce ojca zawisły nad stołem niczym zimny, lodowaty podmuch od turni. Etta wciąż kurczowo trzymała dłoń wnuka, a Sylwion bezradnie wpatrywał się Arina, czując rozdzierający ból - oto jego jedyny syn był tak blisko, a jednocześnie nieskończenie daleko, odcięty barierą mrocznej Rdzy Puszczy. 
Starożytna klątwa z każdą minutą wypalała siły Aldena na szczycie kamiennej wieży, a oni byli bezsilni.
Wtedy z ciemnego kąta izby dobiegł głęboki, miarowy stukot drewnianego kostura. Sędziwy mędrzec Thalendir, który do tej pory milczał, wpatrując się w ogień kaflowego pieca, postąpił krok naprzód. Jego długa, biała broda poruszyła się lekko, a zza szkieł małych okularów błysnęły jego oczy, rozświetlone dziwnym blaskiem.
- Moje kości pamiętają czasy, gdy ten Las był zaledwie małym gajem, Sylwionie - odezwał się mędrzec niesamowicie cichym, dumnym głosem. - Moje elfickie serce przeżyło już swoje wiosny, a wiedza, którą zgromadziłem, nie może służyć wyłącznie do czytania starych ksiąg. Krew Aldena jest zbyt młoda i zbyt cenna, by płonąć w samotności na tej surowej skale. Ja wezmę na siebie ten ciężar. Moja magia i siła wieków utrzymają talizman w ryzach, a Rdza Puszczy nie śmie tknąć puszczy, dopóki mój kostur dotyka ziemi.
Sylwion uniósł głowę, chcąc protestować, ale Thalendir uniósł dłoń, nakazując milczenie z taką powagą, że nikt w kuchni nie śmiał się sprzeciwić. Nie było czasu do stracenia.

Pierwszą część tej opowieści przeczytasz TUTAJ
Drugą część tej opowieści przeczytasz TUTAJ
Trzecią część tej opowieści przeczytasz TUTAJ
Czwartą część tej opowieści przeczytasz TUTAJ





Prześlij komentarz

2 Komentarze

  1. Przepiękne, wzruszające, szlachetne. Szlachetne i czyste jak natura. Tak bardzo nam tego brakuje w realnym świenie. Niech się dzieje przypominamy sobie jak powinno być.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesławie, ❤️ napisałeś o czymś, co jest dla mnie najważniejsze – o tej czystości i wartościach, które próbuje ocalić w moim Lesie. Świat na zewnątrz strasznie pędzi, ale w moich opowieściach zasady zawsze pozostaną niezmienne. Cudownie, że odnajdujesz tu to bezpieczne schronienie i przypominasz sobie razem ze mną, jak powinno być.

      Usuń

Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️