Marzenie misia Baryłki

Wszystko zaczęło się od podsłuchanej rozmowy Ambrożego Pukawki i Etty. Ambroży opowiadał Ettcie o dalekich krainach, gdzie śnieg nigdy nie topnieje, a niedźwiedzie są białe jak najczystsza chmura na niebie. Baryłka, ukryty w paprociach pod oknem, aż rozdziawił pyszczek z wrażenia. Skoro tamte misie mogą być tak eleganckie, to dlaczego on ma zawsze wyglądać jak chodząca brązowa, futrzana czapka?

Gdy tylko Ambroży odszedł, Baryłka poczuł, że musi działać. Los uśmiechnął się do niego szybciej, niż przypuszczał – kiedy zajrzał do spiżarni Etty, od razu natknął się na duży garniec z najbielszą mąką pszenną, przygotowaną na poniedziałkowe pierogi.
- Ooo! - mruknął podekscytowany - Zaraz stanę się najbardziej egzotycznym mieszkańcem tego Lasu!
Miś nie bawił się w półśrodki. Z  wielkim impetem zanurkował w garnku, a ten momentalnie się przewrócił...
Chwilę później z białej chmury pyłu wyłoniło się coś, co przypominało ogromną, włochatą bezę. Baryłka był biały od czubka uszu aż po sam koniec ogona. Nawet jego mokry nos pokryła cienka warstwa mącznego lukru. Wyprężył się dumnie, próbując przybrać pozę groźnego, polarnego drapieżnika, o którym słyszał w opowieściach. Niestety, zapomniał o jednym – mąka ma to do siebie, że strasznie kręci w nosie! 

- A psik! - potężne kichnięcie wstrząsnęło małym niedźwiadkiem, a wokół niego wzbiła się biała mgła, osiadając na wszystkim dookoła.
Może i nie stał się prawdziwym polarnym niedźwiedziem, ale na pewno został najbardziej uśmiechniętą „kluską” w całym naszym Lesie. Bo przecież w drodze do marzeń najważniejsza jest dobra zabawa, prawda? 

Prześlij komentarz

0 Komentarze