Majowe popołudnie otuliło zakole Bystrego Strumienia krystalicznie czystym światłem. Elora szła powoli brzegiem, niosąc w ramionach Leo. Zbierała dziką miętę, która rosła wzdłuż brzegów strumienia. Caladmir szukał prostych, wierzbowych witek na nowy płotek przy warzywniku.
Nagle wzrok Elory przykuło coś, co kołysało się rytmicznie pomiędzy zalanymi słońcem korzeniami starej wierzby. W czystej, lodowatej wodzie dryfowała butelka z grubego, kryształowego, jasnego szkła, porośnięta delikatnym rzecznym mchem.
Elora kucnęła na szmaragdowym dywanie mchu i ostrożnie wyłowiła naczynie z wody. Przez grubą, chropowatą powłokę dostrzegła zwinięty rulon ciemnego pergaminu.
Z sercem bijącym jak młot wyciągnęła woskowany korek i rozwinęła arkusz - pergamin nie był napisany pismem elfów. Pokrywały go gęste, lśniące srebrnym tuszem, tajemnicze runy i prastare symbole, których nikt w tej części lasu nie widział od pokoleń.
– Caladmirze, spójrz na to... – szepnęła Elora, gdy mąż podszedł do niej, trzymając na rękach Leo o wielkich bursztynowych oczkach.
Caladmir zmarszczył czoło, gładząc kciukiem tajemnicze znaki.
– To pismo dawnych strażników gwiazd, Eloro. Tylko jedna osoba w całym borze potrafi to odczytać. Musisz iść do Thalendira.
Elora nie czekała ani chwili. Ruszyła pędem ścieżką w domu Mędrca, omijając wielkie paprocie.
Stary Thalendir siedział przed swoją chatą na kamiennym zydlu, opierając dłonie na rzeźbionej lasce.






0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️