Tajemnica Wielkiego Śladu

Oak i Faelan przeczesywali właśnie szmaragdowe paprocie w poszukiwaniu nowych szlaków. Jako mali poszukiwacze mieli niesamowity dar do dostrzegania rzeczy, które dorośli rano po prostu omijali.

Nagły okrzyk Oaka sprawił, że Faelan aż upuścił swoją małą, bukową lupę.
– Faelan, patrz! Przecież to jest... jakiś gigant! – wyszeptał z przejęciem Oak, wskazując palcem na wgłębienie w miękkim, jednolitym dywanie z mchu.
Rzeczywiście, w mchu widniał ogromny, głęboki i potężny odcisk. Wyglądał niesamowicie tajemniczo i groźnie – ziemia pod nim była mocno wgłębiona.
Chłopcy natychmiast poprawili swoje czapki i z minami godnymi najbardziej doświadczonych detektywów zaczęli badać sprawę. 
Faelan kucnął nisko przy ziemi, niemal dotykając noskiem gleby, a Oak z powagą mierzył ślad za pomocą długiego źdźbła trawy.
– Kieruje się w stronę Bystrego Strumienia – rzekł z pełną powagą Faelan, marszcząc czoło. – Musimy iść tym tropem. Las może być w niebezpieczeństwie!
Ruszyli gęsiego, krok w krok, ostrożnie omijając gałązki i bacznie obserwując każdą połamaną trawkę. 
Kolejne wielkie, błotne ślady prowadziły ich coraz głębiej w zagajnik. 
Obaj byli pewni, że na końcu szlaku przywitają jakiegoś wielkiego, leśnego stwora z dawnych legend Thalendira.
Gdy jednak dotarli do zakrętu ścieżki, zza gęstych krzewów dzikiego bzu dobiegło ich ciche, radosne mlaskanie i urocze posapywanie.
Chłopcy zamarli, rozsunęli cicho gałęzie i... obaj parsknęli tak głośnym śmiechem, że aż obudzili gołębia Maćka śpiącego akurat na gałęzi. Na środku błotnistej polanki, w samym centrum ogromnej kałuży, siedział zadowolony z życia miś Baryłka. Chłodząc się w majowym błocie, z wielkim zapałem oblizywał łapkę ze słodkiego, leśnego miodu.
– No i masz swojego giganta, Faelan! – chichotał Oak, trzymając się za brzuch i siadając w mchu. – To miejsce, gdzie nasz Baryłka po prostu klapnął brzuchem w mech!
Miś na widok małych skrzatów uroczo mruknął i machnął do nich ubłoconą łapą, jakby zapraszał ich do wspólnego, błotnego fikołka. 

Prześlij komentarz

0 Komentarze