Mały przyjaciel, wielka przyjaźń

Piri wędrowała niespiesznie wzdłuż brzegu leśnego stawu, szukając najmocniejszych, długich nitek dzikiego lnu zaplątanych w sitowie. Mały Pii-o podróżował jak zawsze bezpiecznie, ułożony w głębokim kapturze na jej plecach, strzygąc swoimi i uszkami i radośnie popiskując.

Piri wspięła się na palce, by dosięgnąć długiej nitki w gałęziach wierzby, i nagle ziemia pod jej stopami się zapadła.
Dziewczyna niefortunnie weszła na zdradliwy dywan z mchu, pod którym kryło się głębokie, leśne bagno. Zanim zdążyła krzyknąć, gęste, chłodne błoto wciągnęło ją aż po pachy. Każda próba szarpnięcia i wyrwania się sprawiała, że zapadała się tylko głębiej. Piri chwyciła się mocno wystającego, dębowego korzenia, ale czuła, że jej siły powoli słabną, a dookoła panuje absolutna, głęboka głusza.
Mały Pii-o wyskoczył z jej kaptura i wylądował bezpiecznie na suchej kępie mchu tuż obok.
Maluch z przerażeniem patrzył na swoją unieruchomioną opiekunkę. Tak się przestraszył, że stokrotka na jego grzbiecie natychmiast smutno opadła w dół, tuląc płatki mocno do zielonego futerka. Pii-o cichutko, żałośnie posapywał, ale Piri, mimo grozy sytuacji, spojrzała na niego z bezgranicznym zaufaniem i miłością.
– Biegnij, maluchu – szepnęła słabo, gładząc go ostatkiem sił po łebku. – Biegnij do osady. Znajdź Sylwiona. Twój kwiatek powie mu wszystko.
Pii-o nie czekał ani sekundy. Puszysta kuleczka odbiła się od mchu i pędząc najszybciej jak potrafiła, ruszyła leśną ścieżką w stronę ganku Domu Pod Wiązami.
Gdy maluch dotarł na miejsce, Dziadek Sylwion siedział na schodach ganku i polerował ściereczką swoje dłuta. 
Pii-o zaczął głośno, rozpaczliwie piszczeć, szarpiąc ząbkami za rąbek lnianej ścierki. Sylwion spojrzał w dół i zamarł.
Zamiast dumnie sterczeć ku górze, łodyżka stokrotki na grzbiecie stworzonka leżała całkowicie wiotka, przyciśnięta do mchu, a jej białe płatki były zamknięte i umazane bagiennym mułem. Dla starego elfa, który znał sekrety lasu, to był wyraźny, alarmujący znak. Zwiędnięta stokrotka Pii-o krzyczała o niebezpieczeństwie.
– Piri jest w niebezpieczeństwie! – zawołał Sylwion, rzucając dłuta na stół. – Prowadź, maluchu!
Pii-o zawrócił w ułamku sekundy, gnał przez paprocie niczym mała, zielona błyskawica, a Sylwion biegł tuż za nim. Dzięki opuszczonej, smutnej stokrotce stworzonka, stary elf bezbłędnie trafił prosto nad zdradliwe rozlewiska. Chwilę później Sylwion podał Piri mocną gałąź i bezpiecznie wyciągnął wycieńczoną dziewczynę z błotnej pułapki na suchy brzeg.
Piri usiadła w trawie, ciężko oddychając, i od razu przytuliła małego Pii-o.
I w tym samym ułamku sekundy, gdy maluch poczuł ciepło jej dłoni i bezpieczny uścisk, łodyżka stokrotki na jego grzbiecie gwałtownie drgnęła, wyprostowała się dumnie prosto ku słońcu i szeroko rozchyliła swoje białe płatki.
Czasami to ten najmniejszy, najbardziej bezbronny przyjaciel przynosi największy ratunek, jeśli tylko potrafimy odczytać znaki jego oddanego serca.

Prześlij komentarz

0 Komentarze