Historia, którą za chwilę przeczytacie, powstała wspólnie w naszej grupie na Facebooku, napisana piórami kilku wyjątkowych Leśnych Dusz.
Melodia dręczyła mieszkańców od wielu dni. Pojawiała się nagle, zrywając leśne stworzenia ze snu, po czym cichła, pozostawiając w powietrzu dziwny, lodowaty niepokój.
Starsze elfy szeptem wspominały o prastarych tajemnicach i zjawiskach ukrytych na samym dnie skalnych urwisk, ale nikt nie odważył się zejść tak głęboko.
Nikt, oprócz Zefira. Chłopak, wiedziony czystą ciekawością i chęcią odkrycia źródła niepokojących dźwięków, spakował łuk i wyruszył tam, gdzie słońce nigdy nie dociera.
Zefir postawił ostrożny krok na śliskiej, pokrytej lodowatym szronem skale Kryształowej Rozpadliny. Melodia fletu, z początku cicha i rwana, teraz niosła się potężnym echem odbitym od granitowych ścian, brzmiąc niemal jak czyjeś wołanie o pomoc.
Nagle, tuż za ostrym zakrętem wąwozu, dostrzegł dziwne, pulsujące w mroku światło...
Pulsujące światło drgnęło, jakby wyczuło jego obecność, a melodia nagle urwała się w połowie nuty.
Pulsujące światło drgnęło, jakby wyczuło jego obecność, a melodia nagle urwała się w połowie nuty.
Zefir wstrzymał oddech i dostrzegł, że ze świetlistej mgły wyłania się niewyraźna sylwetka trzymająca w dłoniach coś, co przypominało stary, srebrny amulet. U stóp postaci, na lodowatej skale, leżał porzucony, kryształowy flet, który jeszcze przed chwilą sam wydawał te tęskne dźwięki. W tej samej chwili ziemia pod jego stopami lekko zadrżała, a z głębi rozpadliny dobiegł niski, tajemniczy pomruk.
Niewyraźna postać uniosła przedmiot wyżej, a wyryte na srebrze prastare znaki rozbłysły oślepiającym, szmaragdowym blaskiem, który na moment rozgonił lodowaty mrok jaskini. Zefir odruchowo cofnął się o krok, kładąc dłoń na przewieszonym przez ramię łuku, gotowy na najgorsze. Wtedy z głębi świetlistej mgły dobiegł go cichy, zmęczony głos, który wypowiedział jego imię.
Z mgły wyłoniła się drobna sylwetka dziewczyny, której oczy lśniły tym samym szmaragdowym światłem, co pradawny przedmiot. Uśmiechnęła się smutno i wyszeptała: „Spóźniłeś się o trzysta lat”. W tej samej chwili Zefir poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg, a cała rzeczywistość jaskini zaczyna pękać niczym kruche szkło – potężna iluzja, która dotąd skrywała to miejsce, opadła bezszelestnie, odsłaniając przed nim ukryte dotąd, prastare królestwo.
Gdy magiczny rozbłysk opadł, chłopak dostrzegł stojącą przed nim dziewczynę w całej okazałości. Ubrana była w lekką, zwiewną suknię, którą zdobiły kryształy połyskujące wszelkimi barwami zorzy. Jej długie, odrobinę kręcone włosy opadały na ramiona.
– Jestem Silgia, królowa tej krainy – odezwała się, a w jej głosie rezygnacja nagle ustąpiła miejsca desperackiej determinacji.
Silgia odwróciła się i powoli ruszyła w głąb odsłoniętej właśnie rozpadliny, dając znak, by podążył za nią. Każdy krok sprawiał, że ściany jaskini rozświetlały się szmaragdowymi żyłami kryształów. Chłopak czuł, że przekracza granicę świata, który znał.
Po chwili dotarli do ogromnej komnaty ukrytej pod ziemią. W jej centrum unosił się kryształ wielkości drzewa, pulsujący tym samym światłem co amulet. Silgia spojrzała na niego z niepokojem i wyznała, że to Serce Krainy. Bez jego mocy cały świat wkrótce pogrąży się w ciemności. Spojrzała głęboko w oczy chłopaka, kładąc dłoń na jego ramieniu:
– Zefirze, nie obawiaj się... Jesteś tym, który został wybrany. Prastara przepowiednia o obudzonym ze snu obrońcy wypełni się właśnie teraz, choć minęły stulecia. Ale aby uratować nasz dom, musisz odnaleźć zagubione odłamki magicznego kryształu. W tobie jedyna nadzieja. Każdy odłamek odpowiada jednemu z symboli run, które będą chronić naszą magiczną krainę. Spiesz się... Albowiem tylko istota o czysto krystalicznym sercu będzie w stanie ujarzmić pradawną siłę run... Jeśli w sercu masz dobroć, to będziesz w stanie pokonać wszystkie trudności.
Zefir skinął głową, a w tej samej chwili Serce Krainy rozbłysło jasnym światłem, jakby rozpoznało swojego wybrańca. W blasku kryształu na jego dłoni pojawił się pierwszy znak runy, wskazujący drogę do ukrytego odłamka. Nie wiedział jeszcze, że każdy odnaleziony fragment wystawi na próbę nie tylko jego odwagę, lecz także dobroć i siłę serca.
Ruszył w górę, w stronę pradawnego lasu, gdzie według legend ukryto pierwszy odłamek magicznego kryształu. Każdy krok przybliżał go do celu, ale jednocześnie sprawiał, że cień podążający jego śladem stawał się coraz silniejszy. Gdy dotarł do kamiennego kręgu porośniętego mchem, na środku dostrzegł unoszący się w powietrzu fragment kryształu.
W chwili, gdy wyciągnął po niego dłoń, przed nim pojawił się strażnik run – potężna istota, która miała sprawdzić, czy Zefir naprawdę jest godny mocy Serca Krainy. Dopiero po przejściu tej próby mógł zdobyć pierwszy odłamek i wyruszyć na poszukiwanie kolejnych, nie wiedząc, że z każdym z nich budzi się również dawno uśpione zło.
Zefir nie cofnął dłoni, choć serce biło mu jak oszalałe. Spojrzał prosto w kamienne oczy potężnej istoty, a blask runy na jego dłoni nagle rozbłysnął tak czystym światłem, że strażnik run powoli zaczął usuwać się w cień, ustępując miejsca wybrańcowi. Gdy chłopak w końcu dotknął pierwszego, unoszącego się w powietrzu odłamka, poczuł, że prastara moc Serca Krainy zaczyna powoli i bezpiecznie scalać wszystko w jedną całość.
W tej samej chwili cała polana zadrżała, a wyryte w głazach runy rozbłysły jedna po drugiej, niczym gwiazdy budzące się po długiej nocy. Strażnik skłonił głowę z wyrazem dawno zapomnianego spokoju, po czym rozpłynął się w srebrzystej poświacie. Zefir zrozumiał, że próba dobiegła końca, lecz prawdziwa droga dopiero się zaczynała.
Serce Krainy znów biło pełnym rytmem, a jego echo niosło obietnicę, że świat otrzymał jeszcze jedną szansę na odrodzenie.
Serce Krainy znów biło pełnym rytmem, a jego echo niosło obietnicę, że świat otrzymał jeszcze jedną szansę na odrodzenie.
Zacisnął palce wokół chłodnego odłamka, a pulsująca na jego dłoni runa powoli zgasła, wtapiając się w skórę niczym świetlisty tatuaż. Kamienny krąg zaszumiał łagodnie, gdy resztki magicznej mgiełki ostatecznie opadły, pozostawiając po sobie jedynie zapach czystego, ozonowego powietrza.
Mrok, który jeszcze przed chwilą pełzł po mchach prastarego lasu, zaczął się cofać. Chłopak spojrzał w stronę ukrytego głęboko pod ziemią królestwa – czuł, że tam, w jaskiniach, Serce Krainy uderzyło właśnie pierwszym, spokojniejszym rytmem.
Silgia miała rację. Dobroć nie była słabością; była jedyną bronią, której uśpione zło nie potrafiło dotknąć.
Zefir odetchnął głęboko, poprawił łuk na ramieniu i ruszył przed siebie, gotowy na poszukiwanie kolejnych fragmentów. Droga była daleka, ale leśne ścieżki nie były już tak ciemne jak dotychczas.







0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️