Barnaba się przeprowadza

Chomik Barnaba od dobrej godziny siedział w swojej norce pod progiem Babci Etty i Dziadka Sylwiona, drapiąc się łapką za uchem, i z powagą lustrował swoje królestwo. Sytuacja była dramatyczna. Trzy wysuszone żołędzie, dwa błyszczące guziki, kolekcja błyszczących kamyków ze strumienia, pęk puszystego mchu i góra pestek dyni zajmowały tyle miejsca, że Barnaba, aby obrócić się na drugi bok, musiał wciągać swój brzuszek.

„Dom to nie tylko dach nad głową, to stan magazynowy” – pomyślał flegmatycznie chomik, pociągając noskiem. „A mój stan magazynowy właśnie przestał się mieścić pod tym zacnym progiem”.
Decyzja o przeprowadzce zapadła w ułamku sekundy, gdy Barnaba wyjrzał ze swojej norki i zobaczył stary, welurowy płaszcz podróżny Dziadka Sylwiona, przewieszony beztrosko przez oparcie krzesła na ganku. Płaszcz był ogromny, pachniał leśnym wiatrem, tytoniem Sylwiona i – co najważniejsze – miał przepastne, głębokie kieszenie, które z perspektywy chomika wyglądały jak luksusowe, wielkopokojowe apartamenty do wynajęcia.
Barnaba uznał, że lewa kieszeń będzie idealna. Miała miękkie, welurowe podbicie, które doskonale amortyzowało kroki, i zapewniała absolutną dyskrecję.
Wielka sobotnia akcja logistyczna ruszyła z kopyta. Barnaba zaczął znosić tam swoje najcenniejsze skarby – suszone pestki dyni. Robił to z pełnym zaangażowaniem: podbiegał do zapasów pod progiem, upychał po cztery pestki do lewego i prawego policzka, po czym flegmatycznie, kołysząc się na boki niczym futrzana kuleczka, wdrapywał się po materiale prosto do nowej welurowej nory.
„To się nazywa strategiczne zarządzanie nieruchomościami” – rozmyślał dumny z siebie Barnaba, wypluwając kolejną partię pestek na dno kieszeni. „Blisko do kuchni Etty, miękko, a jak Sylwion pójdzie na spacer, to jeszcze będę miał darmowe zwiedzanie boru z widokiem na paprocie”.
Po godzinie ciężkiej pracy nowa baza była gotowa. Kieszeń była idealnie wyścielona, a zapas pestek ułożony w równy kopczyk. Zmęczony, ale bezgranicznie szczęśliwy Barnaba wślizgnął się pod welurową zakładkę, zwinął w puszysty kłębek i miarowo, cichutko zaczął posapywać przez sen.
Nie przewidział tylko jednego. Kwadrans później na ganek wyszedł Dziadek Sylwion, głośno ziewając po popołudniowej drzemce.
– Etta! Idę na krótki spacer wzdłuż rzeki, sprawdzę, czy gołąb Maciek nie zostawił jakiejś poczty! – zawołał starszy elf, chwycił swój płaszcz z krzesła i zarzucił go na ramiona.
W tym samym momencie Barnaba poczuł w sowim nowym mieszkaniu prawdziwe trzęsienie ziemi! Otworzył gwałtownie ślepka, czując, że jego nowy apartament nagle zaczął niebezpiecznie kołysać na boki. Chomik spanikował, zamachał łapkami w powietrzu i instynktownie zaczął znowu upychać pestki dyni do pyszczka, żeby ratować majątek przed katastrofą.
Sylwion ruszył niespiesznie ścieżką, wesoło pogwizdując pod nosem. Po kilku krokach włożył lewą dłoń do kieszeni, szukając swojego starego tytoniowego kapciucha, ale zamiast szorstkiego materiału jego palce natrafiły na coś puszystego, ciepłego i... wyraźnie protestującego.
– A to co za leśne licho? – zamruczał pod nosem zdumiony Sylwion, wyciągając dłoń z kieszeni.
Na jego otwartej dłoni siedział chomik Barnaba. Wyglądał absolutnie komicznie – jego policzki były tak monstrualnie, do granic możliwości napchane uratowanymi pestkami dyni, że pyszczek był prawie szerszy niż reszta ciała, a małe wąsiki drżały ze wzburzenia. Chomik patrzył na elfa swoimi czarnymi koralikami z miną pod tytułem: „I po co psujesz mój weekendowy spokój?”.
Sylwion przez dłuższą chwilę wpatrywał się w tę futrzaną kulę w absolutnej ciszy, po czym cały dębowy las usłyszał jego potężny, serdeczny śmiech.
– Etta! – parsknął rozbawiony elf, wracając w stronę ganku. – Chodź szybko na podwórko! Wygląda na to, że mój płaszcz podróżny oficjalnie zyskał nowego pasażera na gapę, który próbuje przemycić całe zapasy dyni z naszej spiżarni!
Barnaba tylko flegmatycznie fuknął nosem, przeżuł jedną pestkę i uznał, że wielki świat i podróże w płaszczu są zdecydowanie zbyt przereklamowane. Pod dębowym niebem boru sobotnie popołudnie wróciło do swojego niespiesznego rytmu – Sylwion zaniósł chomika z powrotem pod próg, a Etta dorzuciła mu do norki jeszcze dwa maślane okruszki z muffinek na pocieszenie.

Prześlij komentarz

0 Komentarze