Lekcja śpiewu cioci Aurieli

Droga do wiszącego ogrodu Tirkolii prowadziła przez najwyższe, skalne tarasy, gdzie gałęzie starych dębów splatały się z krystalicznie czystym, majowym błękitem nieba.

Ciocia Auriela szła krętą, kamienną ścieżką, trzymając w rękach mały, wiklinowy koszyk z upieczonymi rano maślanymi ciasteczkami – podarunkiem dla swojej nowej mistrzyni. Jej serce biło szybciej niż zwykle. Choć w kuchni Auriela czuła się jak ryba w wodzie, to na myśl o spotkaniu ze słynną leśną śpiewaczką odczuwała lekką tremę.

Tirkolia czekała na nią na drewnianym, wiszącym tarasie, który dosłownie unosił się nad zielonym morzem paproci. Słynna śpiewaczka była elfem o niezwykle dostojnej postawie, dumnych, ostrych uszach i długich, srebrzystych włosach, które spływały falami na jej suknię w kolorze letniego poranka. Siedziała na wiklinowym fotelu, trzymając na kolanach mały instrument strunowy, a wokół niej, na poręczach, odpoczywało kilka leśnych skowronków.

– Wejdź, Aurielo – odezwała się Tirkolia, a jej głos, nawet w zwykłej rozmowie, brzmiał jak najczystsza melodia fletu. – Słyszałam, że twój głos ma w sobie mnóstwo radości, gdy krzątasz się przy piecu. Ale śpiew lasu wymaga czegoś więcej. Wymaga uważności.

Auriela postawiła koszyk na stoliku i stanęła na środku tarasu. Pod okiem mistrzyni wzięła głęboki oddech i spróbowała wyciągnąć wysoką, czystą nutę. Dźwięk jednak załamał się lekko w powietrzu, spłoszony powiewem majowego wiatru. Dziewczyna zawstydziła się i spuściła wzrok.

Tirkolia uśmiechnęła się ciepło, wstała z fotela i podeszła do niej, kładąc dłoń na jej ramieniu.

– Śpiewasz rozumem, moja droga, próbujesz siłą zmusić głos do posłuszeństwa – powiedziała łagodnie mistrzyni. – Zamknij oczy. Nie myśl o technice, nie myśl o tym, jak wyglądasz. Poczuj słońce, które grzeje cię w plecy. Posłuchaj szumu rzeki w dolinie. Twój głos nie należy do ciebie – on jest częścią tego lasu. Pozwól mu po prostu płynąć.
Auriela zamknęła oczy. Poczuła krystalicznie czyste promienie porannego słońca i zapach dzikiego jaśminu. Wypuściła powietrze i zaczęła jeszcze raz – cicho, miękko, bez żadnego wysiłku. Z jej ust popłynęły dźwięczne, czyste tony, które momentalnie stopiły się z szumem liści. Skowronki na poręczy uniosły głowy, a jeden z nich odpowiedział jej zachwyconym trelem.
 Tirkolia uderzyła delikatnie w struny swojego instrumentu, dołączając do jej śpiewu z dumnym, głębokim uśmiechem. Auriela wiedziała, że ta lekcja na zawsze zmieniła muzykę w jej sercu.

Prześlij komentarz

0 Komentarze