Miodowy deszcz

Majowe poniedziałkowe przedpołudnie w naszym Lesie z Mchu i Paproci przyniosło zjawisko, o którym najstarsi mędrcy pisali tylko w zakurzonych pergaminach. 
Wszystko zaczęło się od nagłego, ciepłego podmuchu wiatru, który przyniósł ze sobą intensywny, niesamowicie słodki zapach dzikiego nektaru i leśnego bzu. Chwilę później z krystalicznie czystego, głębokiego błękitu nieba zacząć kapać niezwykły deszcz – pojedyncze, lśniące w słońcu, złote krople czystego miodu.


Mały Tuk był właśnie w samym środku zbierania miękkiego mchu na nowe posłanie. Gdy pierwsza, słodka kropla pacnęła go prosto w nosek, Tuk pisnął cichutko z zaskoczenia i natychmiast rozejrzał się za schronieniem. Nie chciał, by jego miękka czapeczka i lniany kaftanik całkiem zakleiły się od tego miodowego potopu!


Zwinny maluch dał nurka pod rosnący tuż przy ścieżce gigantyczny grzyb o potężnym, czerwonym kapeluszu w śnieżnobiałe kropki. Grzybowy parasol okazał się idealnym, bezpiecznym schronieniem. Tuk usiadł wygodnie na miękkiej poduszce z zielonego mchu, podkurczył małe nóżki i z zapartym tchem zaczął obserwować ten czarodziejski spektakl.


Złote, gęste krople miodu z cichym pluskiem kaskadami spływały po gładkich, czerwonych ścianach wielkiego kapelusza, lśniąc w promieniach słońca niczym najdroższe bursztyny. Tuk wyciągnął przed siebie swoje małe rączki i zaczął łapać te słodkie, lśniące krople. Wokół niego, w rozświetlonych porannych snopach światła, powietrze mieniło się milionem diamentowych iskier. Las pachniał słodko i pięknie.
Tuk oblizał umorusany słodyczą paluszek, uśmiechnął się przesłodko i pomyślał, że ten leśny, miodowy poranek to najwspanialszy podarunek, jaki mógł przynieść nowy dzień. Siedział tam bezpieczny, słuchając rytmicznego bębnienia złotych kropel o swój wielki, czerwony parasol, w całkowitym i głębokim leśnym spokoju.

Prześlij komentarz

0 Komentarze