Niedzielny poranek u Etty i Sylwiona zaczął się spokojnie – od zapachu świeżo parzonej herbaty z dzikiej róży i delikatnego szelestu papieru. Etta siedziała przy oknie, czytając książkę i pozwalając, by słońce tańczyło na jej srebrnych włosach. W powietrzu unosił się spokój, który można było niemal poczuć na skórze.
Nagle ciszę przerwał cichy szelest tuż za drzwiami. Sylwion, który właśnie próbował po raz trzeci policzyć guziki w swoim nowym kubraku, uniósł wzrok znad okularów.
— Słyszysz to, moja droga? Czyżby Barnaba urządzał niedzielne przemeblowanie pod progiem? — zażartował, puszczając oko do żony.
Zanim Etta zdążyła odpowiedzieć, pod drzwiami rozległo się radosne kichnięcie. Gdy Sylwion otworzył drzwi, na wycieraczce nie było chomika, lecz Lisek Jantar. Siedział tam z dumnie uniesioną kitą, a przed nim leżał mały, wiklinowy koszyk wyłożony miękkim mchem. W środku, ułożone z najwyższą starannością, lśniły soczyste, leśne owoce, wciąż wilgotne od porannej rosy.
— Etto! Sylwionie! To dla Was! — szczeknął wesoło Jantar, machając ogonem tak mocno, że aż zatrzęsły się pobliskie dzwonki leśne. — Miriol powiedziała, że niedziela bez czegoś słodkiego to nie niedziela, więc nazbieraliśmy to dla Was nad strumieniem.
Etta podeszła do progu i pogłaskała liska za uszkiem. Jej dłoń pachniała lawendą i domem.
— Dziękujemy, Jantarze. Twoje i Miriol dobre serca są słodsze niż te jagody. Zostaniesz na chwilę? Właśnie wyjęłam z pieca kokosanki.
Lisek nie musiał dwa razy prosić. Wskoczył do środka, a po chwili z Domu pod Wiązami dobiegał już tylko dźwięk radosnych opowieści i wspólnego śmiechu. Bo w naszym Lesie niedziela nie jest od wielkich spraw – jest od bycia razem i dzielenia się tym, co mamy najcenniejszego: czasem i uwagą.




0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️