Nieskończoność

Wyjątkowo piękny i ciepły poranek natchnął Faelana do niezwykłego czynu.

— Oak. Skoro zwiedzamy ten Las wzdłuż i wszerz, czas najwyższy, byśmy dokładnie wiedzieli, jak wielkie jest nasze królestwo. Zróbmy inwentaryzację drzew!
Oak, który właśnie poprawiał rzemyk u sandała, spojrzał na potężne pnie sosen, które dla małych elfów zdawały się sięgać samego nieba.
— Liczyć drzewa? — zapytał, mrużąc oczy. — To zadanie dla kogoś o bardzo, bardzo długiej cierpliwości, Faelanie.
Mały elf jednak, pełen zapału, wyciągnął zaostrzony ołowek.
— Zaczynamy od Starego Dębu! Jeden! — krzyknął raźno, stawiając pierwszą kreskę na dużym zwitku brzozowej kory — Tamten świerk z grubym pniem – dwa! Sosna z krzywym czubkiem – trzy!
Przez pierwsze sto kroków szło im znakomicie. Faelan kreślił linie z prędkością wiatru, a Oak kroczył obok niego, wskazując paluszkiem kolejne pnie. Jednak im głębiej wchodzili w gęstwinę, tym bardziej Las zdawał się… rosnąć. Każde policzone drzewo odsłaniało dziesięć kolejnych, ukrytych w cieniu, splecionych koronami, otulonych mchem, który sam wyglądał jak miniaturowy las.
Po dwóch godzinach Faelan usiadł na wystającym korzeniu, a jego pergamin był cały zapisany drobnymi kreseczkami.
— Oak… policzyłem już siedemset sześćdziesiąt cztery buki, trzysta sosen i straciłem rachunek przy olchach nad strumieniem — wydyszał mały elf, przecierając czoło.
Oak oparł się o pień sosny i spojrzał w górę, gdzie korony drzew tworzyły gęsty, zielony sufit.
A potem wskazał przed siebie.
— Spójrz tam, Faelanie. Widzisz tę mgłę na horyzoncie? Tam każde drzewo to inna historia, każdy liść to inny oddech. Liczby są dobre dla Barnaby i jego orzechów. Lasu nie da się zamknąć w cyfrach.
Faelan spojrzał na bezmiar zieleni, która falowała przed nim jak ocean. Zwinął korę i uśmiechnął się szeroko.
— Masz rację. Liczba naszych drzew jest tak wielka, że język elfów nie zna nawet takiego słowa, by ją wyrazić. Nazwijmy ją po prostu… „Nieskończoną Zielenią”.

Prześlij komentarz

0 Komentarze