Nieskończony blask

Flik zawsze myślał, że błękit szafirowych portali to najgłębszy kolor, jaki istnieje. Ale gdy tylko Elfie wyprowadziła go z cienia puszczy na skraj wysokiego klifu, elf oniemiał. Przed nim, aż po sam horyzont, rozpościerał się ocean – niespokojny, lśniący i tak bezkresny, że przy nim nawet Najstarszy Dąb wydał mu się ledwie krzewem.

— Więc to tutaj mieszkasz? — szepnął Flik, a słony wiatr targał jego jasnymi włosami. — Tu nie ma mchu, Elfie. Tutaj wszystko śpiewa inaczej.

Flik był zachwycony i szczęśliwy, że dał się Elfie namówić na tę podróż.

Elfie zaśmiała się, a jej miodowe włosy lśniły w słońcu niczym bursztyny. Chwyciła go za rękę i poprowadziła w dół, po piaszczystej ścieżce, prosto do swojej zatoki. Flik stąpał ostrożnie, zdumiony, że piasek pod jego stopami jest tak miękki i ciepły, zupełnie inny niż wilgotne igliwie, do którego przywykł.


Kiedy dotarli do samej wody, Elfie pochyliła się i wyciągnęła z niego perłową muszlę.
— Przyłóż ją do ucha, Fliku. Usłyszysz w niej tętno mojego świata, który nie zna granic.

Flik zamknął oczy. Zamiast szumu liści usłyszał miarowy oddech fal. Poczuł na twarzy drobinki morskiej soli i nagle zrozumiał, dlaczego Elfie miała w oczach ten niezwykły turkus. W tym miejscu słońce panowało nad całym światem.
— To jest … — zaczął, ale Elfie tylko przyłożyła mu palec do ust.
— Cii.... Tak jak Twoich drzew, tak mojego oceanu nie do końca da się opisać słowami. Po prostu bądź częścią tego blasku.
Słońce zaczęło powolną wędrówkę ku linii horyzontu, zamieniając turkusową toń w płynne, falujące złoto. Flik stał nieruchomo, czując, jak ciepło ostatnich promieni osiada na jego policzkach niczym delikatny pyłek z leśnych kwiatów.
— Patrz, Fliku — szepnęła Elfie, a jej głos współgrał z miarowym szumem przypływu. — Teraz mój świat i Twój Las stają się jednym. Widzisz te kolory?
Flik spojrzał przed siebie. Niebo zapłonęło odcieniami bursztynu, fioletu i głębokiego szafiru, a słońce, zanim schowało się pod wodę, rzuciło na fale świetlistą ścieżkę, która zdawała się prowadzić prosto do ich stóp. Elfie miała rację – tego nie dało się policzyć, zmierzyć ani opisać. To był bezmiar, który po prostu się czuło.

Prześlij komentarz

0 Komentarze