Odpoczynek Earyna

Na paprociach miękko i cicho osiadała wieczorna rosa. Earyn wrócił właśnie z długiego patrolu po wschodnich rubieżach, gdzie słońce najmocniej operuje na skalnych zboczach. Jego ramiona, choć silne, czuły ciężar całego dnia, a dłonie, które przez cały dzień pracowały, tęskniły za chwilą spokoju.

Usiadł na skraju polany, opierając się o chropowatą korę starego dębu. Nie zdążył nawet przez chwilę odetchnąć, gdy z gęstych krzaków bzu wypadła Lola. Mała kuna, jak zwykle pełna energii, zatrzymała się gwałtownie, widząc zmęczoną postać Strażnika.
- Earyn! Wyglądasz, jakbyś niósł na plecach cały ten dąb! - zawołała, przekrzywiając zaciekawioną głowę. - Ambroży mówi, że jak kogoś bolą łapki, to znaczy, że zapomniał o najważniejszym lekarstwie.
Earyn uniósł brew, lekko się uśmiechając
- A co to za lek, mała Lolu? Kolejny napar z gorzkich ziół?
Lola zaśmiała się i jednym zwinnym skokiem wylądowała na ramieniu elfa.
- Nie! To lekarstwo to „Nicnierobienie”! Ale takie prawdziwe, z przymykaniem oczu i słuchaniem, jak trawa rośnie.
Zanim Earyn zdążył zaprotestować, Lola zaczęła z wielkim przejęciem ugniatać łapkami jego spięte kark i ramiona, mrucząc przy tym coś o słońcu i wietrze. Strażnik poczuł, jak cały ciężar dnia powoli odpływa, zostawiając miejsce na kojący chłód wieczoru. Nawet najbardziej surowy elf potrzebuje czasem kogoś, kto przypomni mu, że odpoczynek to też część służby.
Siedzieli tak długo, aż nad Lasem pojawiły się pierwsze gwiazdy. Siła bierze się także z tych chwil, gdy pozwalamy sobie po prostu być.

Prześlij komentarz

0 Komentarze