Perfekcyjny napar

Wieczorny chłód powoli spływał na polanę pod Domem pod Wiązami, malując niebo głębokimi odcieniami szafiru. W przytulnej kuchni Etty było jednak ciepło, choć atmosfera stała się nagle niezwykle napięta. 
Etta w swoich okrągłych okularach, stała przy żeliwnym piecu, kurczowo zaciskając dłonie na drewnianej łyżce. Powoli, niemal z nabożną czcią, mieszała w wielkim, mosiężnym kociołku. Przygotowywała swój słynny wieczorny napar z melisy, suszonych płatków bzu i leśnego miodu od Abeji. Serce biło jej jak młot – rano wszystko wydawało się prostsze, ale teraz, pod czujnym okiem najważniejszego kulinarnego mistrza w borze, każdy ruch wydawał się błędem. Czy miód nie był zbyt gęsty? Czy płatki bzu nie oddały zbyt wiele goryczy?
Przy stole siedziała bowiem z oficjalną wizytą Pani Elowen – kulinarne guru boru. Starsza, dostojna elfka z kamienną, nieprzeniknioną twarzą uniosła gliniany kubek do ust. Etta aż wstrzymała oddech, a łyżka na chwilę zamarła w kociołku. 
Pani Elowen upiła powoli mały łyk, potrzymała napar na języku i przymknęła oczy. Cisza, która zapadła w kuchni, była tak głęboka, że słychać było strzelające w piecu iskry. Etta nerwowo poprawiła fartuch, niemal drżąc z niepokoju. Sekundy dłużyły się jak godziny.
Nagle na dostojnej twarzy Elowen pojawił się głęboki zachwyt, a jej surowe rysy całkowicie złagodniały.
– Etto, to jest prawdziwa perfekcja – oceniła z uznaniem Elowen, omiatając kuchnię ciepłym spojrzeniem. – Kwiat bzu parzyłaś dokładnie trzy minuty, prawda? Idealny, głęboki balans.
Etta odetchnęła z tak potężną ulgą, jakby z jej barków spadł cały dębowy las, a jej ciepła twarz natychmiast rozjaśniła się dumnym, promiennym uśmiechem. Jednak sielską atmosferę natychmiast postanowił podkręcić Dziadek Sylwion.
Siedział na drewnianym zydlu w kącie, i z wielkim zaangażowaniem gładził swoją długą, srebrno-białą brodę, a jego oczy błyszczały łobuzerskim sprytem. Od samego początku doskonale wiedział, że Etta obroni swój rzemieślniczy kunszt, ale uwielbiał te jej chwile małych nerwów.
– O tak, Elowen! Moja Etta to czarodziejka! – zawołał wesoło Sylwion, mrugając do gościa i rozganiając resztki napięcia. – Ale powiem w sekrecie, że prawdziwym testerem smaku jest ten oto jegomość pod szafą!
Sylwion wskazał palcem na rzeźbioną nóżkę kredensu. Tuż obok niej, na małej kępce mchu, siedział chomik Barnaba. Z pyszczkiem umazanym okruszkami z maślanego ciasta, uroczo poruszał wąsikami i z zapartym tchem wpatrywał się w parujący napar, ruszając śmiesznie puszystym kuperkiem i przestępując z łapki na łapkę.
Etta westchnęła znad swoich okularów, podeszła do szafy i położyła przed noskiem Barnaby małą, dojrzałą suszoną wiśnię. Chomik chwycił ją z prędkością błyskawicy, i wtedy nawet Pani Elowen parsknęła głośnym chichotem. 
Pod dębowym dachem, w krystalicznie czystym blasku księżyca, starsze elfy rozmawiały i przekomarzały się do późnej nocy. To był dobry, bezpieczny wieczór w sercu boru.

Prześlij komentarz

0 Komentarze