Poranek na Wybrzeżu Mgieł wstawał powoli, niosąc ze sobą surowy, a jednocześnie kojący spokój. Nad bezmiarem słonej wody unosiła się rześka, biała mgiełka, która leniwie rozpraszała się pod wpływem pierwszych promieni słońca. W powietrzu unosił się zapach jodu, mokrego piasku i dzikiej, nadmorskiej róży.
Elfie szła niespiesznie wzdłuż brzegu, pozwalając, by chłodna, spieniona fala co chwilę obmywała jej bose stopy. Dziewczyna, ubrana w swoją prostą, płócienną sukienkę, miała dziś przed sobą niezwykle ważne, choć codzienne zadanie.
Jej społeczność – Lud Świtowych Wydm – słynęła z budowania najpiękniejszych ścieżek, które wiły się między piaszczystymi pagórkami i chroniły delikatną leśną florę przed zdeptaniem. Tradycja wymagała, by do ich wyłożenia używać wyłącznie idealnie okrągłych, gładkich otoczaków, które morze przez długie miesiące cierpliwie obmywało w swoich głębinach.
Elfie co chwilę schylała się nad mokrym piaskiem. Z wielką uwagą wybierała z szumiącej wody najczystsze, szare i najpiękniejsze kamienie. Każdy z nich obracała w drobnych dłoniach, sprawdzając palcem jego idealną gładkość, po czym z cichym stukotem odkładała skarby do swojej dużej, wiklinowej torby przewieszonej przez ramię. W jej jasnych włosach, poruszanych miarowo przez poranny wiatr, drżał ten sam nieskończony, czysty blask, który zawsze przynosił radość jej bliskim.
Nagle, tuż obok pasma puszystych, zielonych traw wydmowych, morze na moment ucichło, jakby wstrzymało oddech.
Elfie zamarła i spojrzała przed siebie, mrużąc oczy przed porannym słońcem. Kilka metrów od brzegu, tam gdzie woda była najgłębsza i mieniła się odcieniami czystego szafiru, coś lśniacego głębokimi odcieniami lazuru i błękitu przemknęło pod powierzchnią wysokiej fali.
Z morskiej piany wyłoniła się postać o niebywałym uroku. Była to młoda, piękna dziewczyna o długich, lśniących włosach, w które wplątane były drobne muszelki. Spoglądała na Elfie z ciepłym, kumpelskim uśmiechem, a w jej wielkich, mądrych oczach był spokój. Jednak to, co zapierało dech w piersiach, kryło się tuż pod powierzchnią wody – z każdym delikatnym ruchem fali, w pełnym słońcu lśnił jej prześliczny, mieniący się barwami głębi oceanu, syreni ogon, pokryty gładkimi łuskami.
Syrena podpłynęła bliżej, wyciągnęła dłoń nad wodę, a w jej palcach błysnął największy, najbardziej idealnie okrągły perłowy otoczak, jakiego Wybrzeże Mgieł jeszcze nie widziało. Delikatnym, płynnym ruchem rzuciła go po wodzie prosto pod bose stopy Elfi.
Ta podniosła z piasku ten niezwykły podarunek, a jej twarz się rozpromieniła.
– Ojej, dziękuję! Jest przepiękny! – zawołała wesoło Elfie, podnosząc kamień wysoko w górę, by słońce mogło się w nim odbić.
Syrenia przyjaciółka parsknęła perlistym śmiechem, uderzyła uroczo ogonem, spieniając wodę, i podpłynęła do samej krawędzi piasku. Usiadła na płyciźnie, opierając dłonie na kolanach, i z wielką ciekawością zaczęła przyglądać się zbieranym otoczakom. Elfie usiadła obok niej i zaczęła opowiadać o Świtowych Wydmach, o tym jak jej Lud układa kamienne ścieżki i jak słońce potrafi pięknie rozświetlić biały piasek po burzy. Rozmawiały tak przez długie minuty, przeplatując słowa radosnym śmiechem, dzieląc się opowieściami z lądu i z głębin morza.
W pewnym momencie syrena uśmiechnęła się łagodnie, spojrzała głęboko w stronę lądu, tam gdzie zielona ściana prastarego boru łączyła się z niebem, i wydała z siebie cichy, melodyjny dźwięk, naśladujący klaskanie małych płetw.
Elfie spojrzała na nią ze zdziwieniem, a potem głośno się zaśmiała.
– Ach, pytasz o tego małego, okrąglutkiego wędrowca z wielkimi oczami? Tak, to Sealek! Mieszka u nas w lesie! Pomaga nam spisywać kroniki, i zawsze pilnuje, żebyśmy mieli piękne, słoneczne dni. Cały bór go uwielbia!
Syrena skinęła głową z ogromną ulgą i radością. Doskonale pamiętała te czasy, kiedy razem z tym małym stworzonkiem baraszkowali w falach tego samego, wielkiego oceanu, zanim los i miłość do leśnych przygód nie sprowadziły go pod dach Eleny. Znała jego dobre serce i cieszyła się, że odnalazł swój bezpieczny i kochający dom pośród mchów i paproci.
Kiedy słońce uniosło się wyżej, pomachała Elfie ręką na pożegnanie i niespiesznie zanurkowała z powrotem w głąb morza. Elfie schowała perłowy kamień na sam wierzch torby i ruszyła w stronę Świtowych Wydm z tak lekkim sercem, jakby grawitacja na chwilę przestała istnieć. Nie mogła się doczekać, aż opowie swojemu Ludowi o tym niezwykłym spotkaniu.
0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️