Gdy słońce ledwo musnęło czubki sosen, mały Tuk był już na nogach. A właściwie – na płatkach kwiatów! Wymyślił sobie, że dzisiejszy poranek spędzi na „zbieraniu tęczy”.
Przeskakiwał zwinnie z listka na listek, trącając pękate krople rosy, które lśniły na dzwonkach leśnych jak najdroższe diamenty. Właśnie wtedy, spod fioletowego płatka, wyłonił się żuczek Henryk. Jego pancerzyk lśnił w słońcu metalicznym błękitem, a na grzbiecie miał przywiązaną maleńką, skórzaną torebkę z pilną korespondencją.
- Hej, Henryku! - zawołał Tuk, zawisając na łodydze. - Pomóc Ci z tymi listami? Wyglądasz, jakbyś niósł na plecach całą bibliotekę Thalendira!
Henryk poruszył czułkami i zaśmiał się cichym, brzęczącym głosem.
- To nie listy są ciężkie, Tuku, tylko ta rosa! Każda kropla jest dziś wielka jak jezioro. Ale wiesz co? Jeśli Ty je strącisz, to ja w zamian przewiozę Cię na grzbiecie aż do Złotej Pasieki!
Tuk nie musiał słuchać dwa razy. Zaczął biegać po kwiatach, robiąc radosny „prysznic” każdemu, kto jeszcze spał, a echo jego śmiechu mieszało się z brzęczeniem Henryka.





0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️