Srebrzysty Strumień mienił się w popołudniowym słońcu niczym wstęga płynnego diamentu, gdy na ścieżce wiodącej wzdłuż jego szumiącego brzegu, tuż obok pasieki rudej Abeji, pojawiło się nagłe, radosne poruszenie. Do Lasu zawitała właśnie nowa, niezwykła rzemieślniczka, która po latach dalekich podróży przypłynęła wielkim statkiem do leśnego Wybrzeża, a stamtąd ruszyła pieszo prosto do nas.
Nie była to jednak niespodziewana wizyta. To sama krawcowa Erika – dumna mistrzyni naszej leśnej igły i ostoja spokoju – wysłała przed miesiącem list za morze. Choć Erika doskonale radziła sobie z ubieraniem całego boru, nadchodzące wielkie zaślubiny Idril i Aariena wymagały czegoś absolutnie legendarnego. Erika postanowiła więc wezwać na pomoc swoją dawną, szaloną przyjaciółkę, która słynęła z projektowania niezwykłych, czarodziejskich ubrań!
I tak oto wzdłuż brzegu rzeki nadchodził właśnie potężny ładunek radosnego chaosu i egzotycznego kolorytu!
Gdy tylko Zofina wyłoniła się zza gęstwiny dębów, Erika usłyszała dobrze znajomy, głośny, zaraźliwy śmiech, od którego od razu zatrzęsły się gałęzie wierzb. Twarz jej przyjaciółki była roześmiana, a burzliwa, totalnie potargana czupryna srebrzysto-siwych włosów powiewała na wietrze we wszystkie strony. Zza tych szalonych kosmyków zawadiacko i dumnie wystawały jej długie, spiczaste elfie uszy, ozdobione brzęczącymi, miedzianymi kółkami. Na samym czubku piegowatego nosa wisiały przekrzywione, okrągłe okularki, przez które patrzyła na bór z czystym, dziecięcym zachwytem.
– No nareszcie! Cóż za cudowne powietrze! – zawołała donośnie, poprawiając na ramionach wielki, wiklinowy kosz podróżny, wypchany po brzegi skarbami zza morza.
Artystka nie przyszła z pustymi rękami. W jednej dłoni trzymała potężny, puszysty kłębek lśniących, złotych nitek, które pod wpływem słońca mieniły się niczym najczystsze iskry ognia. Pod pachą miała wepchnięte wielkie, potargane rulony pożółkłych pergaminów z tysiącami projektów, a z jej kosza przy każdym kroku sypał się lśniący, gwiezdny pył i miniaturowe, dzwoniące sople żywicy.
– Erika! Moja rzemieślnicza siostra! – zawołała wesoło, wchodząc prosto w otwarte drzwi pracowni z dużymi oknami, gdzie Erika czekała już na nią z kubkiem ciepłego naparu. – Przybywam na Twój rozkaz! Mam te materiały tkane z pajęczyny morskich pająków, o które prosiłaś. Twoje maszyny i moja fantazja stworzą dla Idril suknię, jakiej ten las nie widział!
I tak już zostało w naszym borze na stałe. Gdy ucichły weselne przygotowania, Erika i jej nowa przyjaciółka usiadły na ganku przy kubku naparu z jaśminu.
Erika zaproponowała jej stały meldunek na poddaszu pracowni i od tamtego dnia Zofina, szalona artystka zza morza, przejęła stery nad Leśną Manufakturą Osobliwości.
Erika szyła bezpieczne, lniane kroje użytkowe, a nowa projektantka z czystą radością w błękitnych oczach mieszała soki z jagód, tkała księżycowe nitki ze świetlikami i tworzyła dla twardego Earyna oraz innych strażników specjalne peleryny z mchu poduszkowego, które pozwalały im w ułamku sekundy zlać się z gęstwiną lub górskimi skałami i idealnie dbać o bezpieczeństwo leśnej rodziny.

0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️