Tuż za zakrętem, niedaleko dymiącego komina apteki doktora Ambrożego, stała chatka, która od samego świtu przyciągała wzrok wielkimi, krystalicznie czystymi oknami . To tutaj, w sercu jasnego i zalanego porannym słońcem warsztatu, mieszkała Erika – krawcowa Lasu z Mchu i Paproci.
Wystarczyło przekroczyć próg, by poczuć zapach czystego lnu i leśnego bzu. Wnętrze pracowni przypominało najwspanialszy skarbiec. Z drewnianych półek spływały kaskadami setki zwojów materiałów. Były tam tkaniny tak niewiarygodnie cienkie, jakby utkane z porannej pajęczyny, lśniące w promieniach słońca. Tuż obok nich leżały ciężkie, grube i potężne bele – idealne na wytrzymałe ubrania podróżne dla elfich strażników granic, takich jak Earyn, chroniące przed każdym leśnym wiatrem. W rogach stołu pyszniły się wielkie kosze pełne kolorowych nici, ozdobnych taśm krawieckich oraz tasiemek z fikuśnymi frędzelkami, które potrafiły tańczyć przy najmniejszym podmuchu wiatru.
W samym centrum stała dumnie błyszcząca, rzeźbiona, mosiężna elficka maszyna do szycia, która mruczała cichutko i rytmicznie przy każdym ruchu pedału.






0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️