Pracownia nitek i marzeń

Tuż za zakrętem, niedaleko dymiącego komina apteki doktora Ambrożego, stała chatka, która od samego świtu przyciągała wzrok wielkimi, krystalicznie czystymi oknami . To tutaj, w sercu jasnego i zalanego porannym słońcem warsztatu, mieszkała Erika –  krawcowa Lasu z Mchu i Paproci.

Wystarczyło przekroczyć próg, by poczuć zapach czystego lnu i leśnego bzu. Wnętrze pracowni przypominało najwspanialszy skarbiec. Z drewnianych półek spływały kaskadami setki zwojów materiałów. Były tam tkaniny tak niewiarygodnie cienkie, jakby utkane z porannej pajęczyny, lśniące w promieniach słońca. Tuż obok nich leżały ciężkie, grube i potężne bele  – idealne na wytrzymałe ubrania podróżne dla elfich strażników granic, takich jak Earyn, chroniące przed każdym leśnym wiatrem. W rogach stołu pyszniły się wielkie kosze pełne kolorowych nici, ozdobnych taśm krawieckich oraz tasiemek z fikuśnymi frędzelkami, które potrafiły tańczyć przy najmniejszym podmuchu wiatru.



W samym centrum stała dumnie błyszcząca, rzeźbiona, mosiężna elficka maszyna do szycia, która mruczała cichutko i rytmicznie przy każdym ruchu pedału. 

Erika pracowała w pełnym skupieniu. Nosiła wysoko upięty, elegancki kok, z którego wymykały się proste, ciemne kosmyki, uroczo przyprószone nitkami srebra i siwizny przy samych skroniach. Wokół jej szyi zawsze wisiał wysłużony, żółty centymetr krawiecki, a w kołnierzyk jej lnianej sukni gęsto wpięte były kolorowe szpilki i błyszczące igły.
Gdy Erika brała do rąk nożyce, cały las wiedział, że powstaje właśnie nowe arcydzieło. Bo w jej pracowni nie szyło się ubrań ze zwykłego materiału – Erika splatała leśne marzenia w najpiękniejszą, bezpieczną i trwałą rzeczywistość.

Prześlij komentarz

0 Komentarze