Mędrzec Thalendir siedział wygodnie w swoim wielkim, dębowym fotelu na ganku, w pełnym skupieniu studiując kolejny gruby pergamin. Na poręczy fotela drzemał rudy kocur, kiwając miarowo ogonem.
Błogą ciszę przerwał nagle głośny trzask gałęzi i wesołe pokrzykiwanie. Przez wysokie paprocie przedzierał się doktor Ambroży Pukawka, taszcząc w rękach wielki gliniany gar, z którego unosiła się chmurka fioletowej pary. Jego lekarska czapka była śmiesznie przekrzywiona na bok, a z kieszeni kamizelki wystawały pęczki suszonych ziół.
– Thalendirze! Na litość borowych żuczków, musisz mi pomóc! – zawołał zasapany Ambroży, stawiając dymiący garnek wprost na stole mędrca, tuż przed jego nosem. – Uwarzyłem nowy syrop na przeziębienie, ale chyba pomyliłem proporcje suszonych jagód z korzeniem paproci!
Thalendir powoli poprawił okulary, uniósł jedną krzaczastą brew i spojrzał najpierw na parujący kociołek, a potem na rozgorączkowaną twarz lekarza.
– Ambroży, mój drogi przyjacielu – odezwał się mędrzec głębokim, spokojnym głosem. – Zanim zaczniesz leczyć cały las, powiedz mi jedno... Dlaczego z tego twojego cudownego syropu co chwilę wyskakują małe, mydlane bańki?
Ambroży podrapał się w swoją rudą czuprynę i mrugnął wesoło okiem.
– Ach, to! Bo widzisz, puszysty chomik Barnaba kręcił się rano przy mojej desce i chyba przez przypadek potrącił puszystym zadkiem miseczkę z mydłem z balii... Ale pomyśl, Thalendirze! Pacjenci będą zachwyceni! Będą pić lekarstwo i puszczać tęczowe bańki prosto w słońce!
Thalendir zamknął powoli swoją księgę, a na jego mądrej, pomarszczonej twarzy pojawił się szeroki, ciepły uśmiech.
– Ambroży, ty jak zwykle potrafisz zamienić medycynę w festiwal radosnego chaosu. Twój syrop z pewnością nikogo nie wyleczy, ale od samego patrzenia na te bańki cały las dostanie napadu dobrego humoru. Zostaw ten gar, napijmy się po prostu świeżego naparu z igieł sosny.
Lekarz zaśmiał się serdecznie, klepiąc się po brzuchu i siadając na drewnianym stołku obok mędrca. I tak, w blasku porannego słońca, pod wielkim dębem, dwaj starzy przyjaciele spędzili kolejny pełen śmiechu poranek.




0 Komentarze
Witaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️