Szepty Błękitnej Polany

Clover i Fenris, uzbrojeni w mały, pleciony koszyk, postanowili odnaleźć miejsce, o którym Etta wspominała czasami szeptem przy wieczornej herbacie – ukrytą polanę niezapominajek. To miało być miejsce pełne magii i czarów. 
— Musimy być bardzo ostrożni, Fenrisie — szepnęła Clover, przeskakując przez korzeń starej olchy. — Babcia Etta mówiła, że niezapominajki są tak delikatne, że słyszą nawet bicie serc, i że jeśli się je spłoszy, zupełnie stracą kolor.
Fenris skinął głową. Długo wędrowali, aż dotarli na skraj lasu, tam, gdzie słońce swobodnie kładło się na mchu. 

I oniemieli! Polana wyglądała, jakby kawałek szafirowego nieba spadł prosto na ziemię i rozsypał się w tysiące drobnych, błękitnych płatków.
— To będzie dla Abei — szepnął cichutko Fenris, klękając na miękkiej trawie. — Mówiła, że te kwiaty mają w sobie pamięć lasu, i dlatego, kiedy dodaje je do miodu, ten smakuje najlepiej na świecie.
Gdy zaczęli ostrożnie zrywać delikatne łodyżki pełne drobnych, błękitnych kwiatów, na polanie zapadła niezwykła cisza. I wtedy to usłyszeli. To nie był szum wiatru, ale cichy, perlisty szept dobiegający prosto z błękitnych kielichów. Kwiaty opowiadały o porannej rosie, ale najważniejsza tajemnica brzmiała: „Kto nas niesie w dłoniach z miłością, ten nigdy nie zgubi drogi do domu”.
Kiedy koszyk był pełen błękitu, Clover i Fenris ruszyli w drogę do domy z sercami pełnymi spokoju.

Prześlij komentarz

0 Komentarze