Borówki i Rumbas

Etta wystawiła na ganek Domu pod Wiązami wielką, glinianą misę pełną świeżo zebranych, leśnych borówek. Owoce były wielkie, dojrzałe i pachniały tak słodko, że zapach w ułamku sekundy zwabił pod schody małego dziczka Rumbasa.

Rumbas z natury nie należał do tych, którzy potrafią bezczynnie stać i podziwiać widoki. Machając raźnie ogonkiem, wspiął się na pierwszy schodek, uniósł ryjek i spróbował dosięgnąć krawędzi miski. Niestety, raciczki okazały się odrobinę za krótkie. Nie myśląc długo, Rumbas energicznie podskoczył, i misa z cichym stęknięciem zsunęła się prosto na dół.
Gdy minutę później Etta wyszła na ganek z dzbankiem miętowej koniczyny, zastała na schodach widok, który zmusił ją do odłożenia naczyń i głośnego śmiechu. Naczynie na szczęście nie pękło, ale borówki rozsypały się po całym mchu. W samym środku tego fioletowego dywanu siedział Rumbas. Jego ryjek, boki i małe kopytka były całkowicie umazane sokiem, a na samym czubku głowy, niczym mała czapeczka, spoczywał wielki liść paproci.
Dziczek beztrosko przeżuwał w spokoju owoce, patrząc na Ettę swoimi bystrymi oczkami. Ani trochę nie przejmował się całym zgiełkiem. Wyglądał tak pociesznie, jakby od rana jego celem było zostanie najedzonym, leśnym straszydłem.

Prześlij komentarz

0 Komentarze