Matematyczne rozważania Sylwiona

Czerwcowe słońce leniwie przesiewało się przez liście paproci, rzucając złote plamy na drewniany ganek domu Etty i Sylwiona. Dzień był tak cichy, że słychać było pękanie pąków leśnych róż.

Dziadek Sylwion siedział na schodku, strugając w milczeniu kawałek lipowego drewna. Towarzyszył mu chomik Barnaba – puszysta, niemal idealnie okrągła kulka, która właśnie wyszła ze swojej norki pod progiem, żeby zaczerpnąć świeżego powietrza.
– Słuchaj, Barnaba – odezwał się cicho Sylwion, nie przerywając pracy. – Życie elfa bywa pełne trudnych wyborów. Na przykład dziś. Etta piecze ciasto z leśnymi truskawkami. Zapach, jak sam czujesz, unosi się w promieniu trzech mil. I teraz pojawia się pytanie natury strategicznej: czy jeśli zjem rano trzy kawałki, to po południu zostanie dla mnie odpowiednio duża połowa?
Chomik poruszył wąsikami, jakby głęboko analizował problem matematyczny, po czym z powagą zaczął czyścić przednie łapki.
– Wiedziałem, że mnie zrozumiesz – uśmiechnął się elf. – Ty też jesteś estetą i strategiem. Widziałem wczoraj, jak z pełnym poświęceniem tachałeś pod próg pustą skorupkę po ślimaku. Cudowny element dekoracyjny. Choć Etta twierdzi, że przez twoje kolekcje próg uniósł się o dwa milimetry i teraz częściej potyka się, niosąc imbryk.
W tym momencie drzwi ganku uchyliły się z cichym skrzypnięciem. Stanęła w nich Babcia Etta, wycierając dłonie w lniany fartuch. Pachniała wanilią, ciepłym ciastem i domowym spokojem. Spojrzała na męża, potem na grubiutkiego chomika, który na jej widok natychmiast zamarł, udając, że go tu nie ma.
– Sylwionie – powiedziała z łagodnym uśmiechem, w którym kryła się absolutna wiedza o świecie. – Słyszałam przez okno twoje rozważania o „odpowiednio dużej połowie”. Chcę cię tylko lojalnie uprzedzić, że matematyka w mojej kuchni działa inaczej. Kto nie pomógł przy szypułkowaniu truskawek, tego połowa kurczy się do rozmiarów... – spojrzała na Barnabę – ...rozmiarów porcji dla chomika.
Barnaba na dźwięk słowa „porcja” ożywił się gwałtownie i popatrzył na Ettę swoimi koralikowymi oczkami z nieskrywaną nadzieją.
– Widzisz, co zrobiłaś? – westchnął Sylwion, odkładając strużynę. – Rozbudziłaś w nim lwa. Teraz obaj będziemy musieli obejść się smakiem. Barnaba, pakuj walizki, idziemy szukać truskawek na własną rękę.
Etta zaśmiała się cicho, wyciągnęła zza pleców dwa małe talerzyki i postawiła je na ganku. Leżały na nich dwa kawałki ciasta - duży i malutki. Pachniały truskawkami i wanilią.
– Dla was, czyli dwóch wybitnych strategów – powiedziała, całując Sylwiona w czubek głowy. – Ale po podwieczorku, Sylwionie, pomożesz Barnabie uporządkować te skarby pod progiem. Boję się, że wasza kolejna narada skończy się podkopem pod całą kuchnię.

Prześlij komentarz

0 Komentarze