Mikołajek morski



Gościnnie Autorka: Danutka Nutka



Przez kilka dni po ich spotkaniu Earyn nie widział Lioriel. Patrolował las jak zwykle, ale od czasu do czasu łapał się na tym, że nasłuchuje znajomej melodii fletu.
W końcu ją usłyszał. Delikatne dźwięki niosły się między drzewami niczym leśny wiatr.
Podążył za nimi.

Na skraju polany czekała Lioriel. Obok niej siedział Rumbas i zajadał coś, co wyglądało na jabłko zdobyte nie wiadomo skąd.



— Wiedziałem, że to twoja sprawka — powiedział Earyn, wskazując dzika.

Rumbas zachrumkał niewinnie.

— Tym razem jest niewinny — zaśmiała się Lioriel. — To ja cię szukałam.
— Naprawdę?
— Potrzebuję pomocy.
— Strażnik lasu do usług.
— Doktor Ambroży potrzebuje mikołajka morskiego. Skończyły mu się zapasy.
— Morskiego?
— Tak.
— Czyli musimy opuścić las?
— Tylko na jeden dzień.

W jej oczach błysnęło rozbawienie.



— Chodź.

Zaprowadziła go do ogromnego dębu i przyłożyła flet do ust. Po chwili w pniu rozbłysło złote światło. Portal.

Earyn zatrzymał się. Portal z bliska wyglądał jeszcze bardziej niezwykle niż za pierwszym razem.

— Coś nie tak? — zapytała Lioriel.
— Nigdy nie podróżowałem przez portal.
— Obawiasz się?
— Trochę, po ostatnich zdarzeniach z Aarienem źle mi się kojarzą portale.

Lioriel uśmiechnęła się łagodnie i wyciągnęła rękę.

— Nie martw się ten jest bezpieczny, przejdziemy razem.


Earyn przez chwilę patrzył na jej dłoń, po czym lekko ją ujął.

— Dobrze.

Razem wkroczyli w złote światło.
Przez moment miał wrażenie, że cały świat zniknął.



Potem poczuł ciepły wiatr. I usłyszał kojący szum. Jakby tysiące drobnych głosów szeptały jednocześnie.
Otworzył oczy.
Znajdowali się w niewielkim lesie. Przed nimi stał stary dąb o szerokim pniu i powyginanych przez wiatr gałęziach. To właśnie w jego wnętrzu otworzył się portal.
Szum był teraz wyraźniejszy.

— Słyszysz? — zapytała z uśmiechem Lioriel.
— Tak... Co to jest?
— Morze.

Ruszyli między drzewami.
Po kilku chwilach las zaczął się przerzedzać.

I wtedy Earyn zobaczył je po raz pierwszy. Przed nimi rozciągało się morze.
Błękitne fale rozbijały się o złocisty brzeg, a nad wodą krążyły mewy.
Earyn zamarł.



— Niesamowite...
— Wiedziałam, że ci się spodoba.

Spacerowali brzegiem, a Earyn chłonął wszystko z zachwytem. Zapach soli, krzyki mew,
niekończącą się linię horyzontu. oddali dostrzegli kilka syren wynurzających się z fal.
Jedna z nich pomachała do Lioriel.

— Znasz syreny? — zdziwił się Earyn.
— Czasami wymieniamy się wiadomościami i ziołami.
— Oczywiście, że znasz syreny.

Lioriel tylko się zaśmiała.

Nagle od strony wydm dobiegł ich wesoły głos.

— Lioriel!

Oboje odwrócili się. W ich stronę szła młoda elfka o jasnych włosach splecionych w długi warkocz. W dłoniach niosła koszyk pełen muszelek.



— Elfi! — ucieszyła się Lioriel.
— Dawno cię nie widziałam.

Elfka zatrzymała się obok nich i z ciekawością spojrzała na Earyna.
— A więc to jest ten strażnik lasu, o którym wspominałaś?

Earyn lekko się zmieszał.

— Miło mi cię poznać.
— Mnie również — odpowiedziała z uśmiechem Elfi.

Lioriel wyjaśniła jej cel ich wyprawy.

— Szukamy mikołajka morskiego dla doktora Ambrożego.
— W takim razie dobrze trafiliście — powiedziała Elfi. — Widziałam dziś piękne okazy niedaleko wydm. Pokażę wam drogę.

Ruszyli razem wzdłuż plaży. Elfi prowadziła ich pewnie, jakby znała każdy kamień i każdą kępę trawy. W końcu zatrzymała się przy rozległym pasie wydm.

— Tutaj.

Wśród piasku rosły kępy niebieskozielonych roślin o kolczastych liściach.



— To właśnie mikołajek morski — wyjaśniła Lioriel.

Ostrożnie zebrała kilka najdorodniejszych okazów i schowała je do torby.

— Doktor Ambroży będzie zadowolony.
— Co z nich robi? — zapytała Elfi.
— Lekarstwa, napary i maści — odpowiedział Earyn.
— Czyli pomożemy wielu osobom.
— Właśnie tak.

Po zbiorach Elfi pożegnała się z nimi i wróciła w stronę wybrzeża.

— Miło było cię poznać, Earynie.
— Ciebie również.

Wieczorem Earyn i Lioriel usiedli na ciepłym piasku.
Słońce powoli zanurzało się w morzu, a niebo mieniło się złotem, różem i pomarańczą.
Cisza między nimi była spokojna i naturalna.


Lekki morski wiatr poruszył włosy Lioriel, odsłaniając jej szyję.
Wtedy Earyn zauważył błysk kamieni.
Naszyjnik.
Ten sam, który podarował jej kilka dni wcześniej.
Spojrzał na delikatnie błyszczące kamienie i na jego twarzy pojawił się niewielki uśmiech. Nie schowała go. Nosiła go blisko serca.



Lioriel zdawała się nie zauważyć jego spojrzenia. Patrzyła na spokojne fale odbijające ostatnie promienie słońca.


— Dziękuję, że poszedłeś ze mną — powiedziała po chwili.
— Dziękuję, że mnie zabrałaś.

Spojrzała na niego i uśmiechnęła się. Tym samym ciepłym uśmiechem, który zapamiętał z ich pierwszego spotkania.



Gdy słońce zniknęło za horyzontem, Lioriel wyjęła flet.


— Wracamy? — zapytała.

Earyn spojrzał jeszcze raz na morze.

W starym dębie rosnącym na skraju nadmorskiego lasu rozbłysło światło.

— Chyba będę musiał przyznać, że podróżowanie portalami nie jest takie straszne.
— Mówiłam.



Wyciągnęła do niego rękę. Tym razem nie zawahał się ani przez chwilę. Ujął jej dłoń i razem przekroczyli portal prowadzący do domu.

A szum morza jeszcze długo brzmiał w jego pamięci.

Prześlij komentarz

0 Komentarze