Nieznajomy z głębi Lasu

W naszym lesie rzadko zdarzają się przypadki. Zazwyczaj wszystko, co tu trafia, ma swój głęboki i ukryty powód... 

Parnym popołudniem pod chatką Abeji panował leniwy spokój, przerywany jedynie miarowym stukotem szewskiego młotka. Hubert siedział przed domem na niskim stołku, niespiesznie wykańczając parę wysokich, leśnych butów. Przytrzymywał na kolanie drewniane kopyto, mocno zaciągając woskowaną dratwę wokół grubej skóry, która pachniała woskiem pszczelim i ziemią.
Nagle, zupełnie bez ostrzeżenia, ptaki w gęstwinie ucichły. Hubert uniósł głowę, odkładając szydło, bo poczuł, że coś mu zasłania słońce. Zza gęstej ściany paproci i mchu wyłoniła się potężna, majestatyczna sylwetka.
To był koń. Przybył nie wiadomo skąd, jakby wyrósł prosto z leśnej mgły. Był głęboko brązowy, o lśniącej maści koloru dojrzałych kasztanów, a jego długa, czarna grzywa była lekko potargana przez puszczańskie gałęzie. Nie miał na sobie ani uzdy, ani siodła. Szedł wolno, z uniesioną głową, stąpając po miękkim podłożu tak cicho, jakby jego kopyta ledwo dotykały ziemi.
Abeja właśnie w tym momencie wyszła przed próg chatki i aż wstrzymała oddech. Chciała podejść, wyciągając w jego stronę dłoń, ale koń nawet na nią nie spojrzał. Ominął ją spokojnym krokiem i ruszył prosto w stronę Huberta.
Chłopak zamarł, wciąż trzymając w dłoniach niedokończony but. Zwierzę podeszło blisko, pochyliło potężny łeb i delikatnie chuchnęło ciepłym, miętowym oddechem wprost w jego umazane szewskim woskiem ręce. 
Hubert spojrzał mu prosto w twarz i aż zaniemówił. Ten koń miał niesamowicie mądre, głębokie i niemal ludzkie oczy, w których krył się spokój. Stał tak przy nim, jakby odnalazł rzemieślnika, którego szukał od bardzo dawna. Sam, bez niczyjego przymusu, wybrał sobie pana.
– Skąd ty się tu wziąłeś, bracie? – szepnął cicho Hubert. Odłożył but na bok, wstał i delikatnie pogładził konia po lśniącej, brązowej szyi. Zwierzę parsknęło cicho  i oparło ciężki łeb na jego ramieniu.
Wokół tego niezwykłego przybysza unosi się tajemnica, której na razie nikomu w lesie nie wolno wyjawić... Ale jedno jest pewne: nasza leśna rodzina zyskała dziś potężnego, wiernego przyjaciela, a szewc Hubert już nigdy nie będzie wędrował po puszczy sam.

Prześlij komentarz

0 Komentarze