Czerwcowe popołudnie wokół Złotej Pasieki mieniło się wyrazistym, głębokim błękitem nieba. Słońce stało wysoko, leniwie ogrzewając jasne, drewniane deski ganku, na których siedział Hubert. Patrzył zamyślony przed siebie.
Po raz pierwszy od wielu dni nie czuł już w piersi kłującego strachu, lecz ogromną tęsknotę.
„Szewc bez kopyta, nożyc i pocięgla to jak ptak bez skrzydeł” – pomyślał gorzko, patrząc na pusty, drewniany stół. Marzył o prawdziwym, własnym warsztacie. Wyobrażał sobie zapach dębowych wiórów, półki pełne gładkich, drewnianych kopyt, równo poukładane płaty pachnącej skóry i spokojną, dokładną pracę, w którym każdy ścieg dostaje tyle uwagi, ile potrzebuje. Na razie jednak jego warsztatem był tylko ten mały skrawek ganku u Abeji.
Nagle ciszę przerwały ciężkie, miarowe kroki na ścieżce. Hubert uniósł głowę i zamarł ze zdumienia. Dziadek Sylwion pchał przed sobą mały, drewniany wózek ze skrzypiącymi kołami.
– Dzień dobry, młody wędrowcze! – zawołał serdecznie Sylwion, gładząc swoją długą, śnieżnobiałą brodę. – Słyszałem od Abeji, że twoje dłonie aż rwą się do pracy, a rzemieślnik w potrzebie to sprawa całego lasu.
Sylwion zatrzymał wózek tuż przy ganku i z dumnym uśmiechem zaczął ściągać z niego lniane płótno. Hubert wstał z ławy, a jego brązowe oczy otworzyły się niesamowicie szeroko.
– Sylwionie… skąd ty to wszystko masz? – szepnął krasnal, nie wierząc własnym oczom.
Na wózku leżał potężny, idealnie gładki dębowy pniak, zestaw lśniących, starannie naostrzonych noży szewskich, drewniane kopyta w różnych rozmiarach, kilka innych narzędzi i wielki, ciężki zwój grubej, pachnącej woskiem naturalnej skóry.
– Skórę przynieśli rano Strażnicy z Wybrzeża Mgieł, a kopyta i noże leżały od lat w mojej starej skrzyni – odpowiedział ciepło starzec, klepiąc Huberta po ramieniu. – Czekały na kogoś, kto potrafi tchnąć w nie nowe życie. No, pomóż mi to wtaszczyć na ganek.
Wspólnie ułożyli ciężki pniak w słonecznym kącie pod oknem. Gdy Hubert ujął w dłonie nowy, ostry nóż szewski, poczuł, jak do jego palców wraca dawna, pewna siła.
Z kuchni wyszła Abeja, niosąc parujący dzbanek herbaty z dzikiej róży i mięty. Postawiła kubki na stole, patrząc na tę krzątaninę z matczynym ciepłem.
– Widzę, Hubercie, że ten ganek zaczyna przypominać prawdziwy warsztat – uśmiechnęła się łagodnie.
Hubert odetchnął głęboko zapachem garbowanej skóry i świeżej dębiny, który natychmiast zmieszał się ze słodką wonią pasieki. Spojrzał na dębowy pień, a potem na daleką, zieloną polanę za domem.
– Na razie to tylko mały kąt na twoim ganku, Abejo – powiedział cicho, a w jego głosie brzmiała głęboka, ufna nadzieja. – Ale obiecuję wam, że zbuduję tam, pod tamtym starym wiązem, prawdziwy dom dla mojego rzemiosła. Warsztat z wielkim oknem wychodzącym na pasiekę, gdzie skóra będzie schła w rytmie oddechów lasu.
– Jestem pewien, że go zbudujesz, chłopcze – odpowiedział z powagą Sylwion – A ten dębowy pień będzie jego pierwszym fundamentem.
Hubert pokiwał głową w milczeniu. Usiadł na zydelku, ułożył płat skóry na kolanach i precyzyjnie wykonał pierwsze cięcia. Czysty, cichy chrzęst przecinanego materiału poniósł się po polanie, meldując wszystkim, że młody szewc oficjalnie rozpoczął swój nowy rozdział w życiu.





2 Komentarze
Jak to dobrze, że chociaż tutaj rzemiieślników nie pozostawia się samych sobie. Coraz mniej w naszym zabieganym życiu takich fachowców. Trudne zawody powoli zostają zapominane. Coraz mniej jest takich warsztatów. Ciągle pamiętam zapach kleju, skóry i postukiwanie młotka. Dziękuję za wspomnienia.
OdpowiedzUsuńMa Pan rację, nasz wielki świat tak bardzo się spieszy i masowo produkuje rzeczy bez duszy, że praca ludzkich rąk powoli staje się rzadkością. Ale w naszym Lesie z Mchu i Paproci uparcie bronimy tego dawnego porządku. Tutaj każdy fachowiec, taki jak młody szewc Hubert czy garncarz Gedeon, zawsze znajdzie schronienie i sąsiedzkie wsparcie, bo wiemy, że w ich cierpliwości kryje się prawdziwa siła. Cieszę się, że te opowieści obudziły w Panu tak żywe, bezpieczne obrazy z przeszłości
UsuńWitaj pod naszym bezpiecznym dachem! Zostaw po sobie dobre słowo i ciepłą iskierkę. U nas każdy wędrowiec jest mile widziany. Rozgość się! 🌿☀️