Serce we mgle

Gęsta, mleczna mgła z każdą chwilą stawała się coraz bardziej lepka i zimna. 

Idril, Ambroży, Earyn i wierny dziczek Rumbas szli blisko siebie, by nie zgubić się w tej nieprzenikalnej bieli. Z ciemności moczarów co chwilę dobiegały ich złośliwe, piskliwe śmiechy – to leśne chochliki próbowały zmylić ich czujność, naśladując głos zaginionego Strażnika.

– Nie słuchaj ich, Idril! To złudzenie! – zawołał Earyn, gdy dziewczyna gwałtownie szarpnęła się w stronę głębokiego grzęzawiska. Rumbas fuknął groźnie, odganiając małe, świetliste ogniki, które tańczyły tuż przed ich nosami.
Idril, czując, że traci jasność widzenia, kurczowo ścisnęła w dłoni skórzaną torbę z zielnikiem prababki Paoliny. Nagle, spod klapy torby, błysnęło purpurowe światło. To Karmazynowy Strażnik – roślina ostrzegająca przed złem – zaczął gwałtownie pulsować energią. 
Zamiast głośnego krzyku, z notesu uniósł się niski, basowy ton, który niczym taran rozgonił mgłę wokół nich, ukazując ukrytą pośród prastarych wierzb chatę z mchu.
Na ganku, paląc długą fajkę z korzenia paproci, siedziała tajemnicza, groźna czarownica z moczarów. Jej oczy lśniły jak dwa rozżarzone węgle.
– Wiedziałam, że przyjdziesz, zielarko – wycharczała czarownica, patrząc na łuk Aariena. – Twój Strażnik był zbyt ciekawy. Zobaczył na granicy boru szafirowy portal i zamiast uciekać, podszedł bliżej, by badać jego piękno. Chciał ochronić las, ale chaos ludzkiego świata wciągnął go w swoje sidła. Tam czas płynie inaczej, a zgiełk niszczy elfie serca.
– Powiedz, jak go cofnąć! – zażądała Idril, podnosząc dębowy łuk. – Moja miłość jest silniejsza niż twój mrok!
Czarownica uśmiechnęła się bezzębnie, wiedząc, że bez jej wiedzy urok był nie do przełamania.
– Portal zamknął się z hukiem. Ludzkie zabieganie odcięło go od lasu. Aby brama znowu się otworzyła, musisz zerwać żywy kwiat Srebrzystego Szeptuna, który rośnie na dachu mojej chaty tylko o północy, i skropić jego sokiem szafirowy pył. Ale pamiętaj: gdy brama się otworzy, będziesz miała tylko jedno uderzenie serca, by zawołać go po imieniu. Jeśli on zapomniał dźwięku twojego głosu przez ludzki hałas, zostanie tam na zawsze.
Idril spojrzała na księżyc, który właśnie leniwie wschodził nad moczarami. Północ była blisko.

Prześlij komentarz

0 Komentarze