Ucieczka Rumbasa

Gościnnie Autorka: Danutka Nutka

Earyn od rana patrolował zachodnią część lasu. Jak zwykle towarzyszył mu Rumbas — mały dzik, który miał niezwykły talent do pakowania się w kłopoty.
Od kilku dni strażnika coś mocno zastanawiało. Czasami pomiędzy drzewami słyszał cichą melodię fletu. Delikatne dźwięki pojawiały się nagle i równie szybko znikały. Nigdy nie udało mu się odnaleźć muzyka.
Tego ranka usłyszał ją ponownie. Zatrzymał się, nasłuchując. I wtedy zauważył, że Rumbasa nie ma obok.
- Nie! ... znowu! Rumbas! - zawołał.
Odpowiedział mu jedynie szelest paproci. Westchnął ciężko i ruszył za nim. Po kilku minutach usłyszał śmiech — lekki, melodyjny i zupełnie niepasujący do tej pustej części lasu. Przedarł się przez zarośla i wyszedł na niewielką polanę.
Pośród białych kwiatów siedziała młoda elfka. Na ramieniu miała sowę, a przez ramię przewieszony jasny, brzozowy flet. Obok niej leżał dziczek, całkowicie zadowolony z życia.
- Zdrajca - mruknął Earyn.
Elfka podniosła wzrok. Przez krótką chwilę świat wokół jakby ucichł. Szum liści stał się odległy, a śpiew ptaków rozpłynął się gdzieś pomiędzy drzewami. Ich spojrzenia spotkały się.
Oczy Lioriel miały barwę spokojnego jeziora odbijającego poranne niebo. Nie było w nich strachu ani nieufności — jedynie szczera ciekawość. Earyn poczuł nagłe zaskoczenie. Nie potrafił wyjaśnić, dlaczego nie odwrócił wzroku od razu. Może przez spokój, który bił z jej spojrzenia? A może dlatego, że wydawała się częścią lasu równie naturalnie jak stare drzewa wokół nich?
Przez moment patrzyli na siebie bez słowa, jakby oboje próbowali odgadnąć, kim jest ta druga osoba. Pierwsza uśmiechnęła się Lioriel.
- Tak go nazywasz?
- Nie. To była tylko moja pierwsza myśl.
Roześmiała się.
- Jest twój?
- Teoretycznie.
- Teoretycznie?
- W praktyce robi, co chce.
Jakby na potwierdzenie tych słów, Rumbas wtulił ryjek w jej kolana.
- Widzę - odparła z uśmiechem. - Jestem Lioriel.
- Earyn.
Strażnik spojrzał na flet.
- To ty grasz w lesie?
Lioriel przesunęła palcami po instrumencie.
- Być może.
- Od kilku dni słyszę tę melodię.
W jej oczach pojawiło się lekkie zaskoczenie.
- Naprawdę?
- Nigdy nie mogłem znaleźć muzyka.
Lioriel tylko się uśmiechnęła.
Spacerowali przez jakiś czas leśną ścieżką, rozmawiając o lesie, zwierzętach i miejscach, które lubili odwiedzać. Ku własnemu zdziwieniu Earyn czuł się dobrze w jej towarzystwie. Dotarli do ogromnego, starego dębu. Lioriel zatrzymała się.
- Chcę ci coś pokazać.
Przyłożyła flet do ust i zagrała kilka krótkich nut. Pień drzewa rozświetlił się magicznym  blaskiem. Earyn patrzył z niedowierzaniem, jak w korze otwiera się świetlisty portal.
- To niemożliwe...
- Możliwe - odpowiedziała z uśmiechem. - Potrafię otwierać przejścia pomiędzy starymi drzewami.
Strażnik spojrzał na nią z podziwem. Nagle zrozumiał, dlaczego nigdy nie potrafił odnaleźć tajemniczego muzyka.
- To twój sekret?
- Teraz już nie tylko mój.
Przez chwilę stali w ciszy. Potem Lioriel wykonała stary, elficki gest pożegnania.
- Miło było cię poznać, Earynie.
- Ciebie również, Lioriel.
Uśmiechnęła się i ponownie zagrała na flecie. Portal rozbłysnął. Po chwili elfka zniknęła w jego świetle.
Las ucichł. Earyn stał jeszcze przez moment, patrząc na zwykły pień drzewa. Dopiero po chwili zauważył siedzącego obok Rumbasa. Dzik przyglądał mu się z tak zadowoloną miną, jakby wszystko od początku było częścią jego planu.
- Ani słowa - powiedział strażnik. Rumbas zachrumkał.
A Earyn po raz pierwszy od bardzo dawna nie mógł doczekać się kolejnego dnia w lesie.

Prześlij komentarz

0 Komentarze